Kibice Ruchu nawet w najczarniejszych snach nie przypuszczali, że piłkarze Zagłębia Sosnowiec zdołają pokonać chorzowski zespół. Gospodarze wykazali się większą wolą walki i po golach Marcina Folca oraz Sławomira Pacha przerwali wspaniałą passę chorzowian, którzy przez piętnaście kolejnych meczów pozostawali niepokonani. Jedynego gola dla "Niebieskich" zdobył Piotr Ćwielong.
Spotkanie rozpoczęło się od śmiałych ataków gospodarzy, jednak to goście jako pierwsi stworzyli sobie dogodną sytuację do zdobycia gola. Grzegorz Misiura otrzymał dokładną piłkę ze środka pola, poprowadził ją na pełnym biegu kilkanaście metrów, po czym ... w sposób nieprzemyślany podał do, będącego przez cały czas trwania akcji na spalonym, Piotra Ćwielonga. Jedynym słusznym sposobem na rozwiązanie tej okazji byłby samotny rajd popularnego "Misia", który miał przed sobą tylko jednego obrońcę.
Kolejne minuty należały do Zagłębia, które sprawiło, iż "Niebiescy" mieli problem z wyjściem z własnej połowy. Gospodarze, gdy tylko znaleźli się przy piłce szukali okazji do strzału. Groźnie uderzał aktywny Hadis Zubanović, ale Jarosław Paśnik nie dawał mu się zaskoczyć. - Przed meczem rozmawiałem z chłopakami o tym, czy zdołają podjąć ciężką walkę. Każdy był mocno naładowany i byłem pewny, że moja drużyna będzie grała presingiem dopóki wystarczy jej energii - podkreślał nowy trener sosnowiczan Jerzy Dworczyk.
Ciągłe ataki musiały ostatecznie zakończyć się golem. W 12. minucie Hubert Kościukiewicz posłał długą piłkę do znajdującego się przed polem karnym Marcina Folca, który widząc wysuniętego na siódmy metr Jarosława Paśnika próbował go przelobować, ale uderzył zbyt mocno i futbolówka poszybowała nad bramką. Trzy minuty później napastnik Zagłębia miał kolejną szansę i tym razem ją wykorzystał. Świetnym podaniem popisał się Hadis Zubanović, dzięki któremu Folc miał przed sobą tylko bramkarza. Piłka po jego strzale odbiła się jeszcze od słupka i wpadła do siatki.
Zaskoczeni takim obrotem spraw chorzowianie szybko rzucili się do odrabiania strat. W 21. minucie po dośrodkowaniu Wojciecha Grzyba piłka odbiła się od obrońcy i trafiła w boczną siatkę. Chwilę później Tomasz Sokołowski był faulowany tuż przed polem karnym przez Admira Adżema. Do piłki podszedł Piotr Ćwielong. Jego uderzenie zatrzymało się na murze, do futbolówki dopadł jeszcze Grzegorz Bonk, którego strzał okazał się także niecelny.
W drugiej połowie widać było znaczną poprawę w grze Ruchu. "Niebiescy" starali się grać piłką, ale broniący się całym zespołem sosnowiczanie skutecznie oddalali zagrożenie spod własnej bramki. Po jednej z akcji gości piłkarze Zagłębia wyprowadzili szybką kontrę. Lewą stroną boiska uciekł Bartłomiej Chwalibogowski, zagrał do wbiegającego Sławomira Pacha, który strzałem z lewej nogi pokonał Jarosława Paśnika. - Kiedyś grałem w Ruchu, ale wtedy były inne władze. Może wtedy nie byłem na tyle dobry, aby skutecznie walczyć o miejsce w pierwszoligowej drużynie. Teraz spłacam im ten dług - mówił zadowolony strzelec gola.
Trener Marek Wleciałowski szybko zareagował na to, co się działo na boisku i w krótkim odstępie czasu dokonał dwóch zmian. Najpierw w 64. minucie Michała Pulkowskiego zastąpił Adrian Sobczyński, a później za obrońcę Marcina Klaczkę wszedł na boisko napastnik Przemysław Łudziński. Korekty w składzie szybko przyniosły zamierzony efekt. Aktywny Piotr Ćwielong znalazł się w sytuacji "sam na sam" z Adamem Benszem, ale przy asyście obrońcy poślizgnął się na mokrej murawie i zmarnował dogodną okazję. W 73. minucie nic mu już nie przeszkodziło w zdobyciu gola dla Ruchu. Wojciech Grzyb oddał strzał zza pola karnego, piłkę przejął "Pepe" i bez problemu pokonał bramkarza.
Po chwili nastąpiła niemal kopia sytuacji sprzed kilku minut. Tym razem uderzał Grzegorz Bonk, do piłki ruszyli Piotr Ćwielong i Grażvydas Mikulenas, ale pierwszy dopadł do niej golkiper Adam Bensz.
Do końca spotkania pozostawało już tylko 10 minut, a ponad 1.000 kibiców z Chorzowa w dalszym ciągu wierzyło w końcowy sukces. Piłkarze Ruchu raz po raz szturmowali bramkę Zagłębia, lecz nic z tego nie wynikało. Z rzutu wolnego próbował Grzegorz Bonk, ale jego strzał był bardzo niecelny. W ostatnich sekundach meczu z lewej strony pola karnego dośrodkowywał jeszcze Piotr Ćwielong, lecz wprost w ręce Adama Bensza. Po chwili arbiter główny zagwizdał po raz ostatni i gospodarze mogli cieszyć się z zasłużenie zdobytych trzech punktów.
Spotkanie przebiegało pod znakiem bardzo ostrej gry, która znalazła swe odzwierciedlenie w żółtych kartkach. Sędzia Mariusz Trofimiec pokazał ich aż osiem, spośród których dwie zostały zamienione na czerwoną kartkę. Piłkarze często decydowali się na faule, mogące spowodować kontuzję u przeciwnika. Odczuł to m.in. Marcin Folc, który po "bliskim spotkaniu" z Grzegorzem Baranem długo nie podnosił się z murawy.
Zdecydowanym faworytem meczu był Ruch, który z meczu na mecz był w coraz wyższej w formie. W całkiem odwrotnej sytuacji było Zagłębie, będące od początku sezonu w głębokim kryzysie. - Przegraliśmy z zespołem piłkarsko od nas gorszym, ale lepszym, jeśli chodzi o aspekty walki i determinacji. Nie pozostaje nam nic innego, jak czekać na sobotni mecz i zrehabilitować się przed naszą wspaniałą chorzowską publicznością, która jest naszym dwunastym zawodnikiem - zapowiedział kapitan "Niebieskich" Wojciech Grzyb.
Zagłębie Sosnowiec 2:1 (1:0) Ruch Chorzów
Strzelcy:
Folc 15' , Pach 61' - Ćwielong 73'
Zółte kartki:
Kościukiewicz, Chwalibogowski, Pach - Klaczka, Baran, Mikulenas, Sobczyński
Czerwona kartka:
Pach 89' (za drugą żółtą kartkę)
Składy:
Zagłębie: Bensz - Bednar, Hośić, Treściński, Adżem (72' Paczkowski) - Skrzypek (70' Piątkowski), Kościukiewicz, Pach, Chwalibogowski - Zubanović (80' Berensztajn), Folc.
Ruch: Paśnik - Makuch, Klaczka (70' Łudziński), Baran, Osiński - Grzyb, Bonk, Pulkowski (64' Sobczyński) , Sokołowski, Ćwielong, Misiura (46' Mikulenas).
Sędzia: Mariusz Trofimiec (Kielce)
Widzów: 5.000 (w tym około 1.000 kibiców Ruchu).