Rok temu
Maciej Szczęsny, były bramkarz reprezentacji i mistrz Polski w barwach Polonii Warszawa, Widzewa Łódź, Legii Warszawa i Wisły Kraków, zalazł za skórę fanom "Niebieskich", nazywając ich zespół w programie telewizyjnym jednym z najbardziej bezbarwnych w lidze. - Pewnie, że to pamiętam. Ale co ja jestem winny, skoro tak właśnie wtedy grali? Na szczęście nie jestem uparty. Zmieniam zdanie - mówi.
Jakby Pan dziś określił grę niebieskich?
Maciej Szczęsny: - Imponująca. Grają bardzo wyrachowany futbol. Do maksimum potrafią wyeksponować swoje zalety i z wielką skutecznością ukryć wady.
Jakie są te największe zalety?
- Ponadprzeciętna szybkość Andrzeja Niedzielana i Artura Sobiecha. Łatwość gry z pierwszej piłki. Piłkarze Ruchu może nie zawsze grają precyzyjnie, ale często w tempo. To właśnie takimi podaniami z głębi pola rozmontowali ostatnio defensywę Odry Wodzisław. Dobra, prosta, skuteczna gra - taka rosyjska szkoła. Atutem niebieskich jest też przygotowanie do sezonu. W 70. minucie meczu nikt chorzowskim piłkarzom prądu nie wyłącza.
A wady?
- Taką ukrytą wadą jest Rafał Grodzicki. Sympatyczny, pracowity chłopak, ale, niestety, mało zwrotny. Obrona Ruchu ma przez niego sporo problemów. Ale że niebiescy są dziś mistrzami kamuflażu, to i błędów Grodzickiego tak bardzo nie widać, a ich defensywa uchodzi za jedną z najlepszych w całej lidze. Zresztą mankamenty można znaleźć u każdego. Chociażby Sobiech. Młody napastnik Ruchu czasami potrzebuje zbyt dużo czasu, żeby opanować piłkę, zastanowić się, co zagrać, czasami angażuje się w przegrane akcje. Doświadczony zawodnik pewnie by stanął, zaoszczędził siły. Ale Sobiech nie. Biegnie po piłkę w dziewięciu na dziesięć takich akcji i - co ciekawe - w tej ostatniej strzela gola. I tak wadę przekuwa w atut.
Ruch wygrał ostatnio w Wodzisławiu, ale generalnie na wyjazdach gra słabiej. Dlaczego?
- Dziwi mnie to, bo w lidze są dziś zaledwie dwie, trzy drużyny, których powinien obawiać się Ruch. Nawałnica jest stałym elementem prognozy pogody na Cichej, a już na wyjazdach brakuje im tej wiary, fantazji. Szkoda.
Jak się Panu podoba bramkarz Krzysztof Pilarz?
- Nie sądziłem, że stać go na aż tak dobrą grę. Szary kibic może tego nie zauważyć i nie docenić, ale to niezwykle ważne ogniwo zespołu. Nie ma w nim nadmiaru ekspresji, a to działa na kolegów kojąco. To jednak nie oznacza, że przysypia między słupkami, bo kiedy trzeba, potrafi eksplodować. To nie jest bramkarz na reprezentację, ale na pewno ligowa czołówka.
Czy głównym architektem sukcesu jest trener Waldemar Fornalik?
- Zdecydowanie. To wymagający trener z głową na karku. Sam był piłkarzem, więc dobrze wie, czego drużynie potrzeba, a co jest zabronione. Znalazł złoty środek. W Ruchu jest teraz tak, że może być nieciekawie finansowo, ale na boisku zupełnie tego nie widać. O Ruchu sprzed roku powiedziałem, że piłkarzom brakuje jaj. Teraz każdy zapieprza, aż miło, a jak nie chce, to wypad z baru! To także zasługa trenera Fornalika, który autentycznie przejmuje się swoją robotą. Dzisiejszy Ruch to jego autorski projekt.
Jak to się może skończyć?
- Gdy mówię teraz o klubie z Chorzowa, to na myśl przychodzi mi Polonia Warszawa sprzed lat. Graliśmy równie wyrachowany futbol, gdy sięgnęliśmy po mistrzostwo Polski... Boję się jednak, że przyjdzie taki moment, iż budowany z takim trudem wynik obróci się wniwecz. Mówię tak, bo cały czas dochodzą do mnie głosy, że finansowo to nie jest tam najlepiej.
Wielu specjalistów, analizując wyniki czołówki, mówi, że Wisła jest liderem, a Lech i Legia mają do niej tyle, a tyle punktów straty. A gdzie Ruch? Czy to pomijanie niebieskich i Polonii Bytom nie jest krzywdzące?
- Za Ruchem i Polonią stoi piękna tradycja, ale już za Legią i Lechem pieniądze, a to one są gwarancją, że te kluby zawsze grają o najwyższe cele. Moim zdaniem w tym sezonie sprawa mistrzowskiego tytułu jest już rozstrzygnięta. Ruch jest wysoko, ale czy będzie na tym samym miejscu także za rok?
Co doradziłby Pan szefom Ruchu?
- Nie czekać. Dosypać pieniędzy już teraz i walczyć na całego. Gdy odpuszczą, to może się okazać, że za rok pozycja wicelidera będzie ich kosztować 600 proc. więcej. Ruch jedzie na spontanie, a ja się dziwię kibicom, że jeszcze nie odwiedzili proboszcza ze swojej parafii i nie poprosili go, by przemalował tarczę kościelnego zegara na niebiesko. To jest czas ich klubu.
Rozmawiał: Wojciech Todur (Gazeta Wyborcza Katowice)