Drużyna Ruchu Chorzów to jedna z rewelacji Ekstraklasy. W niedzielę podopieczni Waldemara Fornalika nie zdołali odczarować stadionu Śląska Wrocław, ale z wywalczonego tam remisu 0:0 nikt przy Cichej nie robi tragedii. Zarazem kapitan
Grzegorz Baran, zapewnia, że po udanym początku rozgrywek nikt nie popada w huraoptymizm. - Twardo stąpamy po ziemi i nie bujamy w obłokach - zapewnia "Owca".
Nie udało się odczarować wrocławskiego stadionu. Ruch nie wygrał tam w lidze od 1993 roku, ale jeden punkt zdobyty na gorącym terenie chyba cieszy?
Grzegorz Baran: - Chcieliśmy zdobyć trzy punkty, ale niestety się nie udało. Byliśmy bliżsi zwycięstwa niż gospodarze. Andrzej Niedzielan miał doskonałą okazję, był sam na sam z bramkarzem, jednak nie udało się jej wykorzystać. Trzeba cieszyć się z tego remisu, gdyż wywalczyliśmy go na trudnym terenie. Śląsk bardzo rzadko nie wygrywa na własnym boisku.
Andrzej Niedzielan długo jeszcze rozpamiętywał po meczu sytuację z 71. minuty?
- Tak. Był trochę podłamany, że nie trafił wtedy do siatki, więc staraliśmy się go jakoś pocieszyć. Mówiliśmy mu, że skoro we Wrocławiu się nie udało, to na pewno w Wodzisławiu coś ustrzeli.
Spodziewał się Pan przed tym sezonem, że „Niebiescy” po ośmiu kolejkach będą w czubie tabeli?
- Nie spodziewałem się, że będziemy aż tak wysoko, aczkolwiek po dobrze przepracowanym okresie przygotowawczym liczyłem na dobrą grę z naszej strony. Widziałem już w sparingach, że forma rośnie, ale raczej nikt nie przeczuwał, że tak udanie rozpoczniemy rozgrywki.
Wasi kibice zaczęli już nawet organizować specjalną zbiórkę pieniędzy, które zostaną przekazane piłkarzom po wywalczeniu mistrzostwa Polski. Przyzna Pan, że ich pomysłowość i oddanie klubowi nie zna granic?!
- Mamy fantastycznych kibiców, jednak my podchodzimy do takich rzeczy spokojnie i twardo stąpamy po ziemi, nie bujamy w obłokach. Nikt raczej nie upatruje w Ruchu kandydata do zdobycia mistrzostwa Polski, ale jak wiadomo w futbolu zdarzają się różne niespodzianki. Tak naprawdę to dopiero po rundzie jesiennej będziemy mogli powiedzieć, o co walczymy w tym sezonie.
Wiele osób uważa, że kapitalną pracę wykonuje trener Waldemar Fornalik. Bez niego nie byłoby takich wyników?
- Już w końcówce poprzedniego sezonu było widać, że pojawienie się trenera Fornalika odmieniło naszą grę. Widmo spadku zaglądało nam bardzo głęboko w oczy, ale zdołaliśmy się utrzymać. Nie muszę komplementować naszego szkoleniowca, gdyż obecne wyniki mówią same za siebie.
W Ekstraklasie tylko Legia Warszawa ma mniej straconych goli od Ruchu. W czym tkwi siła Waszej defensywy?
- Siła tkwi w całym zespole, ponieważ u nas wszyscy bronią i atakują. U nas obrona zaczyna się od najbardziej wysuniętego napastnika, który nęka obrońców zespołu rywali. Udało nam się stworzyć w Chorzowie zgrany i dobrze rozumiejący się kolektyw. Wszyscy staramy się pomagać bramkarzowi Krzysztofowi Pilarzowi, który jest jednym z filarów naszej defensywy.
Chorzowianie już kilkakrotnie zapraszali w tym sezonie na swoje mecze selekcjonera reprezentacji Polski. Od kilkunastu dni nowym, ponoć tymczasowym, jest Stefan Majewski. W szerokiej kadrze na mecze z Czechami i Słowacją nie znalazł się żaden piłkarz z klubów Górnego Śląska. Smuci Was to?
- Koledzy już kilkakrotnie powiedzieli o tym otwarcie i głośno. Niestety sztab reprezentacji na razie szerokim łukiem omija stadion przy Cichej w Chorzowie. Za nami już osiem kolejek, jesteśmy w czołówce tabeli, więc bardzo chcielibyśmy, żeby ktoś przyjechał i zobaczył nas w akcji. Może jakiś zawodnik Ruchu wpadłby w oko selekcjonerowi i dostał szansę gry z orzełkiem na piersi?
Rozmawiał: Rafał Szlaga (futbolnet.pl)