Od czego Waldemar Fornalik zaczynał pracę w Chorzowie? - Od obrony, bo dom stawia się na fundamentach - mówił w maju. Efekt zaskoczył nawet samych piłkarzy. Rzadko kto strzela im gole.
Mecz z Widzewem Łódź był szóstym w tym sezonie i dziesiątym pod wodzą obecnego trenera, w którym "Niebiescy" nie stracili gola. Chorzowianie nie grają jakoś szalenie efektownie, ale za to bardzo efektywnie. - Na to, abyśmy nie tracili bramek, pracuje cały zespół. Począwszy od Andrzeja Niedzielana i Artura Sobiecha. Wygląda to nieźle - cieszy się Rafał Grodzicki, który wczoraj słyszał pochwały z ust jednego z działaczy Widzewa. - Powiedział, że widać w nas pewność siebie. To zasługa trenera, który wpoił nam, że mamy spore umiejętności. Uwierzyliśmy w siebie - przyznaje.
Pomysł "Niebieskich" w większości spotkań jest bardzo prosty. Polega na spokojnym bronieniu i wyprowadzaniu groźnych akcji za sprawą duetu napastników. Może to za sprawą faktu, że Waldemar Fornalik przez całą karierę był obrońcą? - Trener daje nam wiele wskazówek. Dodam jednak, że na treningach taktycznych, kiedy drużyna jest dzielona na ofensywę i defensywę, z nami pracuje akurat drugi szkoleniowiec - zdradza Grodzicki. Mowa o Tomaszu, drugim z braci Fornalików.
Na monolit bloku obronnego wpływają również transfery, a właściwie ich brak. Od dwóch lat zgrywają się ze sobą właściwie ci sami ludzie. - Którzy dojrzeli - podkreśla Grodzicki. - Mam już trochę występów na najwyższym szczeblu za sobą. Maciek Sadlok rozegrał w podstawowym składzie niemal pełen sezon i prezentuje się jak profesor. Do tego dochodzą Tomek Brzyski i Krzysiu Nykiel, obaj w wysokiej formie - dodaje 26-latek.
Więcej na
Sportslaski.pl