Marcin Zając (pomocnik Ruchu):
- Spodziewaliśmy się, że Widzew będzie grał ofensywnie, bo występował przed własną publicznością. Może niepotrzebnie cofnęliśmy się trochę do tyłu. Wygraliśmy jednak ten mecz i to my będziemy grali dalej w Pucharze Polski. Główną bolączką Widzewa jest w tej chwili skuteczność. Ta sytuacja w końcówce była tylko pozornie łatwa, bo Piech miał obrońców na plecach. Nie mógł się pewnie łatwo złożyć do strzału.
Byłem już w pełni zdrów i po kontuzji nie było śladu. Tydzień temu lekko złapał mnie skurcz w mięśniu dwugłowym. Dwa, trzy dni odpoczywałem i myślałem, że to jest zaleczone. Dzisiaj około 10 minuty odezwało się to samo i niestety musiałem zejść z boiska. Miejmy nadzieję, że nie jest to nic poważnego. Nigdy nie miałem problemów mięśniowych. Liczę, że za dzień czy dwa będę gotowy do gry.
Czułem się tutaj wspaniale. Dużo sobie obiecywałem po tym meczu i po mojej długiej absencji z piłką. Miałem okazję zagrać na Widzewie, ale niestety z powodu urazu musiałem zejść z boiska. Szkoda, bo znowu będę musiał parę dni odpocząć. Na trybunach było bardzo fajne kibicowanie z jednej i drugiej strony. Fani darzą się sympatią i stworzyli świetną atmosferę. W Chorzowie jest podobnie, a tę atmosferę na Widzewie pamiętam jeszcze z przeszłości. Tutaj zawsze było super. Zawsze chętnie tutaj wracam i mam nadzieję, że po zakończeniu mojej przygody z piłką częściej będę tutaj bywał. (neo)
Piotr Stawarczyk (obrońca Ruchu):
- Nie było to łatwe zwycięstwo. Odnieśliśmy je na terenie trudnego rywala, który niesiony był świetnym dopingiem swoich kibiców. Cieszy nas nasza wygrana. Mecz ten był dla kibiców meczem przyjaźni, dlatego na trybunach panowała świetna atmosfera. Widzew miał kapitalną sytuację w samej końcówce meczu, ale na nasze szczęście piłka nie wpadła do naszej bramki. (sza)
Marcin Robak (napastnik Widzewa):
- Z przebiegu meczu wyglądało tak, że kto strzeli bramkę, ten wygra. I tak było, a gol wpadł po rykoszecie. Nie graliśmy tego, co powinniśmy grać. Byliśmy jacyś przestraszeni, a przecież graliśmy u siebie. Mieliśmy grać tak, jak to robiliśmy do tej pory, czyli do przodu i szukać okazji do bramki. A mieliśmy właściwie tylko jedną sytuację.
Na trybunach była bardzo fajna atmosfera, ale my na boisko mieliśmy wygrać. Zagraliśmy niestety trochę za delikatnie, żeby nam się to udało. (neo)
Łukasz Juszkiewicz (pomocnik Widzewa):
- W ostatniej akcji mogliśmy doprowadzić do dogrywki. Arek był przed bramką praktycznie sam, ale niestety zdarza się i nie trafił. Gdyby mu się udało to nosilibyśmy go pewnie na rękach, ale niestety schodzimy przegrani z boiska. W pierwszej połowie mieliśmy lekką przewagę, ale szkoda, że jej nie udokumentowaliśmy. Taka jest piłka. (neo)
Sebastian Madera (obrońca Widzewa):
- Mogliśmy strzelić bramkę na remis i później być może cieszyć się ze zwycięstwa. Ta sytuacja w końcówce była taka, że powinien być gol. Ruch jednak wygrał i chwała mu za to. Zagrałem dzisiaj po raz pierwszy od dłuższego czasu. Dla takich kibiców naprawdę warto "zapierniczać"! (neo)
Łukasz Grzeszczyk (pomocnik Widzewa):
- Na pewno był to wyrównany mecz, w którym o zwycięstwie, a co najważniejsze o awansie do kolejnej fazy Pucharu Polski, zadecydowała tylko jedna bramka. My mieliśmy swoje sytuacje, najlepszą w końcówce meczu, jednak to Ruch strzelił tego jedynego gola i awansował dalej. (sza)
źródło: Niebiescy.pl