W sobotę na Cichej doszło do braterskiego pojedynku Grzegorza i Arkadiusza Baranów. - Traktowałem to spotkanie tak jak każde inne, bo przecież nie po raz pierwszy graliśmy z Grześkiem przeciwko sobie - powiedział reprezentujący Cracovię Arkadiusz Baran.
Pojedynek miał jednak dodatkowy smaczek, bo obaj bracia wystąpili w nim w roli kapitanów. - Cieszę się, że jako nowemu kapitanowi udało mi się podnieść na duchu zespół po porażce w Bełchatowie i zwyciężyć w dzisiejszym meczu. Oby było tak dalej - stwierdził Grzegorz Baran.
Kapitan Ruchu nie chciał oceniać swojej gry, a pytany o brata odparł, że po przerwie w występach chyba nie jest jeszcze w optymalnej formie. Starszy z Baranów Arkadiusz nie owijał za to niczego w bawełnę. - Brat zagrał dobrze. Zresztą cały Ruch zagrał dobrze, a ja wypadłem w Chorzowie tragicznie - kręcił głową kapitan "Pasów", a młodszy od niego o trzy lata Grzegorz Baran dodał: - Faktycznie byliśmy dziś lepsi od Cracovii, a zwycięstwo 2:0 było dla gości najniższym wymiarem kary.
Pomeczowa dyskusja braci Baranów przeniosła się na niedzielne chrzciny córki Arka, na których nie zabrakło też Grześka.
źródło: Dziennik Zachodni / Niebiescy.pl