Miało być wielkie widowisko, tymczasem byliśmy świadkami słabego spotkania, które zakończyło się bezbramkowym remisem. Obie drużyny chciały za wszelką cenę zdobyć trzy punkty, ale żadnej nie udało się strzelić zwycięskiego gola. - Gracze Polonii z pewnością stwierdzą, że remis jest sprawiedliwy. Dla nas jest to strata dwóch punktów - stwierdził po meczu kapitan Ruchu, Wojciech Grzyb.
Spotkanie rozpoczęło się od bardzo groźnej akcji zawodników "Niebieskich". Michał Pulkowski oddał strzał z dystansu, piłka odbiła się od obrońcy Polonii i trafiła do Grażvydasa Mikulenasa. Napastnik Ruchu znalazł się w sytuacji "sam na sam", ale nie trafił w bramkę strzeżoną przez Grzegorza Żmiję. - Uderzyłem tę piłkę z myślą, aby wpadła obok słupka. No i wpadła, ale z drugiej strony - smucił się popularny "Miki".
Gospodarze grali bardzo brutalnie, czego efektem było aż pięć żółtych kartek. Kilka fauli wyglądało groźnie, jednak na szczęście żaden z piłkarzy Ruchu nie odniósł kontuzji. - Zawodnicy grali z zaangażowaniem i potraktowali te spotkanie w sposób bardzo prestiżowy, dlatego mecz stał pod znakiem ostrej gry z obu stron - tłumaczył na konferencji prasowej Marek Wleciałowski. Chorzowianie nie pozostawali dłużni bytomianom, ale robili to z umiarem. Najbardziej walczył Grzegorz Baran, który najpierw został ostro podcięty od tyłu, a po chwili odwdzięczył się wślizgiem.
Jedyny gol padł w 21. minucie meczu, lecz nie został on uznany. Przemysław Łudziński otrzymał podanie z głębi pola, uciekł obrońcom i umieścił piłkę w siatce. Sędzia Artur Radziszewski odgwizdał jednak pozycję spaloną. Poza obrońcami znajdował się Grażvydas Mikulenas, który zdaniem arbitra przeszkadzał gospodarzom w zażegnaniu zagrożenia. - Byłem na spalonym, ale nie brałem udziału w akcji. "Przemo" wychodził zza obrońców, dlatego była to prawidłowa bramka. Trzeba to będzie jednak jeszcze raz zobaczyć na kasecie video - komentował po meczu "Graża".
Do końca pierwszej części gry nie wydarzyło się nic godnego uwagi. Strzałów z dystansu próbowali Michał Pulkowski i Grzegorz Bonk, lecz były one niecelne. W przerwie Dariusz Fornalak dokonał jednej zmiany. Ireneusza Marcinkowskiego zastąpił Jarosław Kupis. - Marcinkowski zgłosił w przerwie, że nie jest w stu procentach gotowy, by podołać obowiązkom w drugiej części spotkania - tłumaczył swą decyzję były trener Ruchu.
Druga połowa była jeszcze nudniejsza od pierwszej. Zawodnicy wprawdzie starali się grać piłką, wyprowadzać szybkie kontry, ale nie zaowocowało to golami. - Stworzyliśmy kilka sytuacji, ale zabrakło wykończenia, dokładnego dogrania. Graliśmy z zaangażowaniem, dużo walczyliśmy, lecz nie udało się wygrać - mówił Tomasz Sokołowski. W 76. minucie groźnie uderzył Grażvydas Mikulenas, lecz piłkę zmierzającą w okienko bramki sparował na rzut rożny Grzegorz Żmija. W samej końcówce świetną okazję miał Piotr Ćwielong, ale zabrakło mu dosłownie centymetrów, a ponad dwa tysiące chorzowskich kibiców ogarnęłaby ogromna radość.
Na ławce Polonii zasiadł doskonale znany chorzowskim kibicom Dariusz Fornalak. Popularny "Fornal" trenerem bytomian został przed obecnym sezonem. - Tutaj nie ma miejsca na sentymenty. Był to dla nas normalny mecz ligowy. Graliśmy, aby zdobyć trzy punkty. Niestety nasz przeciwnik pozwolił na zdobycie tylko jednego "oczka". Pracuję w Polonii i robię wszystko, żeby wygrywać kolejne spotkania. Oprawa była dzisiaj fantastyczna. Należą się niskie ukłony w stronę kibiców Polonii i Ruchu. W takich meczach chciałoby się częściej uczestniczyć - powiedział po końcowym gwizdku.
Polonia Bytom 0:0 Ruch Chorzów
Żółte kartki:
Jurczyk, Brehmer, Trzeciak, Marcinkowski, Dziółka - Klaczka, Baran, Mikulenas
Składy:
Polonia: Żmija - Broniewicz, Jurczyk, Brehmer, Galeja, Trzeciak, Sosna (72' Dziółka), Pajączkowski, Marcinkowski (46' Kupis), Rozmus (85' Podstawek), Mężyk.
Ruch: Paśnik - Myszor, Klaczka, Baran, Makuch - Grzyb (89' Domżalski), Bonk, Pulkowski, Sokołowski - Mikulenas (80' Misiura), Łudziński (64' Ćwielong).
Sędzia: Artur Radziszewski (Warszawa)
Widzów: 5.000 (w tym 2.000 kibiców Ruchu)