Decyzja już zapadła. Edward Lorens wejdzie do Rady Nadzorczej spółki Ruchu Chorzów. Ma być "ciałem doradczym" dla zarządu chorzowskiego klubu. Nie będzie natomiast - jak przynajmniej zapewniają na Cichej - cenzorem pracy trenera Waldemara Fornalika. Nie przestanie jednocześnie być etatowym pracownikiem katowickiej AWF, choć będzie miał swoje biuro na Cichej.
Obecnie Edward Lorens bawi z "roboczą" wizytą w Grecji u Krzysztofa Warzychy, co wiąże się ściśle ze strategią klubu. Chodzi o pracę na rzecz czternastokrotnych mistrzów Polski byłych znakomitych piłkarzy "Niebieskich". Kultowy dla chorzowian "Gucio" miałby zajmować się w przyszłości między innymi skautingiem w Europie. Byłby także emisariuszem nawiązania ścisłej współpracy, na wielu zresztą płaszczyznach, z Panathinaikosem Ateny. - Chcieliśmy mieć u góry człowieka z wizją sportową, który trzymałby rękę na pulsie. Zweryfikowałby piłkarzy, którzy mieliby grać u nas. Na takie posunięcia mamy akceptację Mariusza Klimka, aktualnie właściciela większościowego pakietu akcji SSA Ruchu Chorzów - mówi Janusz Paterman, członek zarządu Ruchu Chorzów. - Edek wzmocni także sztab szkoleniowy, choć pierwszą drużynę pozostawiamy w absolutnej "jurysdykcji" trenera Waldemara Fornalika.
Edward Lorens czy wspomniany Warzycha to nie jedyni byli zawodnicy Ruchu, którzy włączą się w nurt przywracania blasku niebieskiej "eRki". - Łowię gdzieś tych ludzi. Ludzi, którzy są życzliwi klubowi i są fachowcami - przyznaje Janusz Paterman. - Myślę na przykład o Mariuszu Śrutwie i Radku Gilewiczu, z którym będę dopiero rozmawiał. Zdaję sobie sprawę, że nie będzie łatwo okiełznać wszystkie indywidualności, ale spróbujemy. Do tej pory byliśmy postrzegani jako "mały do bicia". W najbliższej perspektywie mam nadzieję, że to się zmieni.
Janusz Paterman z dużym entuzjazmem opowiada o "swoim chorzowskim teatrze", jednocześnie zaprzecza pogłoskom, jakoby stał się już formalnie właścicielem większościowego pakietu akcji SSA Ruch Chorzów. - Jesteśmy nadal w trakcie sprawdzania dokumentów spółki, ale to nie jest najważniejsze, kiedy stanę się właścicielem większościowego pakietu akcji - twierdzi Janusz Paterman. - I nie oznacza to, że po dopełnieniu wszelkich formalności zostanę prezesem klubu. Najważniejsze, że są widoki na lepsze jutro klubu. Być może już w październiku nasza sytuacja ekonomiczna zdecydowanie się poprawi.
Paterman przyznaje, że dobre wyniki piłkarzy bardzo pomogły w biznesowych rozmowach z potencjalnymi sponsorami. Zawodnikom wyrównano zaległe wypłaty, pozostały już tylko premiowe zaległości. Ta sytuacja sprawiła, że działacze pokusili się o wyznaczenie nowego pułapu premii za miejsce w lidze. I tak - mistrzostwo Polski zostało wycenione na 2 miliony złotych, wicemistrzostwo to półtora miliona, a za trzecie miejsce będzie milion dwieście tysięcy złotych do podziału na zespół. Osobna nagroda jest też za zdobycie Pucharu Polski. - Jest nowy regulamin, nagrody poszły o sto procent w górę, bo tak naprawdę liczą się tylko cztery pierwsze miejsca i gra w Lidze Europejskiej, dawnym Pucharze UEFA - nie ukrywa Janusz Paterman. - Wyznaczenie ceny za mistrzostwo Polski nie oznacza, że tak wysoko wywindowaliśmy poprzeczkę, ale z drugiej strony... Niczego nie można wykluczyć, wszak już poprzedni sezon pokazał, że w ekstraklasie wszelkie niespodzianki są możliwe.
źródło: Sport / Niebiescy.pl