Marcin Nowacki uważa, że poradziłby sobie z grą w ekstraklasie, a skoro w Chorzowie nie otrzymuje szans na regularną grę, to chce zmienić otoczenie. W grę wchodzi powrót do Wodzisławia.
- Kilka tygodni temu rozmawiałem na ten temat z dyrektorem Mirosławem Mosórem i trenerem Waldemarem Fornalikiem. Szkoleniowcy i działacze wiedzą, że chcę odejść z Ruchu. Czuję się na siłach, by regularnie występować w pierwszym składzie. Dość mam siedzenia na ławce. Kibice mają do mnie pretensje, że nie pomagam zespołowi i nie ciągnę gry, ale jak nie mam regularnego rytmu meczowego, to tak to później wygląda - tłumaczy Nowacki.
Klubem, który chciałby zatrudnić pomocnika Ruchu jest Odra Wodzisław. W przeszłości "Mały" dwukrotnie bronił barw tego klubu. - Temat przejścia do nas Marcina dalej nie jest zakończony. Ruch zaproponował nam warunki finansowe, które dla nas są nie do zaakceptowania. Wszystko musi się wyjaśnić w ciągu dwóch dni. Nie będziemy czekać do końca okienka transferowego - zapowiada Władysław Kowalik, dyrektor Odry.
Chorzowianie żądają za swojego piłkarza 500 tys. zł. W grę wchodzi też wypożyczenie za mniejszą kwotę. - Zgodziłem się już na wszystko, także i na to, by przedłużyć kontrakt z Ruchem o pół roku, żeby później klub z Chorzowa nie był stratny przy moim powrocie, ale na razie wszystko utknęło w martwym punkcie. Zaczyna mnie to coraz bardziej denerwować - irytuje się Nowacki.
źródło: Sport / Sportslaski.pl