Jeden z moich znajomych, będący fanem Ruchu, po spotkaniu z Arką stwierdził, że jego ulubieńcy są na najlepszej drodze do tego, by bić się nie tylko o górną połowę tabeli, ale nawet o czołowe pięć lokat! Błędnie. Bo taki hurraoptymizm jest znacznie przesadny. I wcale nie jestem malkontentem! W trzech pierwszych kolejkach sezonu 2009/10 Ruch zmierzył się z rywalami startującymi ze skrajnych pozycji, jeżeli chodzi o oczekiwania. Na pierwszy ogień poszła tradycyjnie walcząca o mistrzostwo kraju Wisła Kraków. Naszpikowana gwiazdami (jak na polskie warunki, rzecz jasna), próbująca powetować sobie straty finansowe i moralne po odpadnięciu z europejskich pucharów "Biała Gwiazda" bez problemu rozprawiła się z chorzowianami. W dalszej kolejności podopiecznym Waldemara Fornalika przyszło zmierzyć się (wreszcie na Cichej!) z drużynami, które przed sezonem przez niektórych typowane były do walki o utrzymanie. Dodajmy, że w gronie tym znajdował się Ruch. Fakt, że "Niebiescy" wygrali zarówno z Arką, jak i gliwickim Piastem wcale nie sprawia, że mogą zacząć mierzyć znacznie wyżej.
Styl, jaki prezentują "Niebiescy" może cieszyć, ale jedynie fragmentami. Niestety, wciąż mocno kuleje gra defensywna - całe szczęście, że nie doszło do przeprowadzki Macieja Sadloka na Łazienkowską w Warszawie. Bo gdyby Legia zgarnęła aktualną podporę obrony Ruchu, kłopoty w tej materii byłyby jeszcze większe. Zdawało się, że trener Fornalik nie będzie miał bólu głowy chociaż z dyspozycją środka pola. Ale także tutaj do ideału daleko - udowadniający ostatnio swą przydatność do zespołu Gabor Straka znów nabawił się kontuzji. Niewykluczone, że poważnej. Kto może go zastąpić? Zdawało się, że optymalną dwójkę kierującą poczynaniami zespołu stworzą Grzegorz Baran i właśnie Straka. Słabo spisuje się Marcin Nowacki, który niejako wbrew wypowiedziom o swojej ambicji wciąż chce "ulotnić" się z szatni przy Cichej. Michał Pulkowski jest bardziej rzemieślnikiem, niż artystą i na murawie głównie odznacza się walką, bo z wyszkoleniem technicznym już nie jest tak dobrze. Maciej Scherfchen? W kolejce do zastąpienia Straki jest pierwszy, ale lubi grać w "kratkę" i bardzo udane występy przeplatać bardzo… przeciętnymi.
Bezdyskusyjnie na brawa zasługuje po udanym początku rozgrywek Artur Sobiech. Młody snajper póki co ma na koncie dwa trafienia i oby "rozstrzelał" się także w dalszej części sezonu. Bo właśnie bramkostrzelnego napastnika, z drygiem do gry, najbardziej w ostatnim czasie w Chorzowie brakowało.
Nie da się ukryć, że "papiery na granie" Sobiech ma, a w związku z tym sporo się od niego oczekuje. Czy "Abdul" im sprosta? Wydaje się, że najlepiej byłoby nie robić zamieszania i zbędnego szumu wokół utalentowanego niewątpliwie gracza. Pamiętacie, ile obiecywano sobie po Łukaszu Janoszce? Dziś gra "Ecika" nierzadko przyprawia widzów o mdłości i nakazuje zastanowić się, czy ekstraklasa nie stanowi dla niego zbyt wysokich progów. Warto też wspomnieć o Marcinie Sobczaku, który zatracił się w którymś momencie swej piłkarskiej drogi i wpadł w ślepy zaułek. Oby zdołał się odnaleźć…
Ale wracając do formy całej drużyny - czeka ją teraz wyjazd do Lubina. Niezmiernie jestem ciekaw co zaprezentuje nie tylko ekipa "Niebieskich", ale też Zagłębie. Lubinianie w trzech kolejkach nie zdobyli ani jednego punktu, mało tego - bilans bramkowy drużyny Andrzeja Lesiaka to 1 bramka zdobyta i aż 12 straconych! Zdaje się przecież, że potencjał drzemiący w ligowym beniaminku jest niemały. Czyżby więc "Miedziowi" mieli przebudzić się w najbliższy piątek? Jeśli tak, kroi nam się ciekawe widowisko.
Jednego można być niemal pewnym - dopiszą fani Ruchu, którzy na Dialog Arenie powinni stawić się w dosadnej liczbie. Czy z dobrej strony pokażą się także piłkarze? Oby, bo na pewno ich na to stać. Ale też nie można "zagłaskać" i oczekiwać zbyt wiele. Bo potem można się solidnie rozczarować.
Mayday