Rafał Grodzicki prawie został niekwestionowanym bohaterem nr 1 w Chorzowie. Ruch co prawda wygrał z Piastem, a on strzelił gola, lecz humor temu obrońcy popsuła czerwona kartka - pisze portal Sportslaski.pl
Najpierw wyprowadził "Niebieskich" na prowadzenie, strzelając swojego pierwszego gola w ekstraklasie (w 70. występie). Po rzucie rożnym piłkę głową zgrał Grzegorz Baran, ta trafiła do Grodzickiego, który bez namysłu uderzył. Po rykoszecie od Kamila Wilczka zatrzepotała w siatce, a Cicha wybuchła z radości.
Po drugim golu, którego zdobył tym razem Artur Sobiech, "Niebiescy" nadal atakowali. Pod bramkę Piasta ponownie zapędził się Grodzicki. I wcale nie był to stały fragment gry. Środkowy obrońca zachował się jak rasowy snajper. - Zabrakło jednak zimnej krwi, a może umiejętności, aby posłać piłkę do siatki. Gdybym trafił, to nie dostałbym chwilę potem czerwonej kartki, przez którą będę musiał pauzować w następnej kolejce - westchnął "Grodek".
Faulem taktycznym na Romanie Maciejaku naprawił on błąd Macieja Sadloka, któremu nie udało się wcześniej przeciąć akcji gliwiczan. - Przy takim prowadzeniu nie powinniśmy sprokurować tego typu sytuacji. Niestety, sędzia w dodatku sięgnął po czerwony kartonik. Pierwszy w mojej karierze. Dotąd byłem co najwyżej wykluczany za dwie żółte kartki - wskazał Grodzicki, który schodząc z boiska był żegnany przez kibiców owacjami na stojąco.
więcej na
Sportslaski.pl