Andrzej Niedzielan do końca tygodnia powinien być zawodnikiem Ruchu Chorzów. Co prawda jeszcze w poniedziałek sugerowano, że może pojawić się na Cichej wczoraj, ale tego dnia zawodnik był jeszcze w Krakowie. Jak sam twierdzi, po powrocie Wisły z Tallina rozwiąże kontrakt z klubem, a następnie zwiąże się rocznym kontraktem z "Niebieskimi".
Rozmawiamy z piłkarzem…?
- … mam nadzieję, że jeszcze niewypalonym (śmiech). A jeżeli chodzi o przynależność klubową, to – Wisły Kraków.
Miało być inaczej. Czekano wczoraj na pana w Chorzowie.
- I pewnie będzie inaczej. W środę jadę na badania do Chorzowa, choć ponoć ich część mam przejść w Zabrzu. W czwartek lub piątek rozstanę się z Wisłą i podpiszę roczny kontrakt z Ruchem. Dziś w Krakowie nikt nie ma do tego głowy, skoro Wiślacy w Estonii walczą o awans do trzeciej rundy eliminacji Ligi Mistrzów.
Nie mógł być pan w Chorzowie dwa tygodnie wcześniej?
- Na pewno nie dwa tygodnie, bo mniej więcej wtedy zaczęliśmy rozmowy. To musi trwać. Lepiej dokładnie kilka spraw omówić, by potem skupić się tylko na grze.
A może lepiej siedzieć w Młodej Ekstraklasie Wisły i kasować dobre pieniądze?
- Oczywiście, jeszcze przez rok. Tylko że po takich dwunastu miesiącach pewnie mógłbym kończyć karierę. Trzy lata bez gry, 31 lat… Nawet nie chcę o tym mówić. Szanuję trenerów Kulawika i Kmiecika z ME Wisły, ale chcę grać z najlepszymi. Dlatego będę zawodnikiem Ruchu.
Inne kluby o panu pamiętały?
- Były rozmowy z ŁKS. Dosyć poważne, ale nie wiedziałem, w której lidze łodzianie będą grać, stąd nie doszło do konkretów. Co jeszcze? Mogłem jechać na Cypr, ale chcemy być z rodziną w Polsce. Pod tym względem Chorzów jest idealny, bo szybko można do niego dojechać z Krakowa. Przynajmniej na razie, bo na pewno wynajmę na Śląsku mieszkanie. Pytała Arka, pytały Górnik Zabrze i Pogoń Szczecin, ale mając możliwość gry w ekstraklasie, wybrałem Ruch. Chorzowianie byli też najbardziej zdeterminowani, bardziej niż Górnik. Sporo rozmawiałem z trenerem Waldemarem Fornalikiem, którego znam przecież z Zabrza. Mam do niego wielki szacunek.
Już raz się pan na Śląsku odbudował…
- Pamiętam, i na to samo liczę. Wtedy też wielu postawiło na mnie krzyżyk, a jednak w Zabrzu strzelałem mnóstwo goli. Ten klimat mi służy. Powie ktoś, że trener Fornalik podjął ogromne ryzyko. Z jednej strony to prawda, bo po dwóch latach przerwy w grze nikt nie wie, na co mnie dziś stać. Mogę jednak zapewnić, że to nie jest ryzyko, bo ja nadal potrafię grać w piłkę i będę strzelał bramki. Mam nadzieję, że ci, którzy teraz spisali mnie na straty, będą żałować.
Podpisuje pan kontrakt na rok. Dlaczego nie na dłużej?
- Tak chciałem. To uczciwe postawienie sprawy, bo żadna strona nie ryzykuje. Za rok zobaczymy, co z tego wyjdzie, a ja wierzę, że podpiszę jeszcze bardzo dobry kontrakt.
Trochę się pan z Ruchem potargował?
- Trochę wypada, ale to naprawdę była sprawa drugorzędna. Gdybym myślał o pieniądzach, to nie grałbym w Ruchu, tylko trenował z ME Wisły i miał święty spokój. Liczyła się tylko możliwość gry, a tutaj ją dostanę. Jestem człowiekiem ambitnym i trudno mi żyć ze świadomością, że jestem w klubie, w którym tak naprawdę nikt mnie nie potrzebuje. Proszę mi wierzyć to fatalne uczucie, któremu nikomu nie życzę.
Jakieś odszkodowanie za wcześnie rozwiązany kontrakt?
- Nie. Odchodzę za 2-3 dni i nasze drogi się rozchodzą bez żadnych zobowiązań.
I w pierwszej kolejce Ruch zagra z Wisłą.
- Mam nadzieję, że ze mną w składzie.
Środowych badań się pan nie obawia?
- Dlaczego? Siedem miesięcy leczyłem kontuzję, ale to było ponad rok temu. To rutynowe badania kolan, pachwin, wydolności… Nie będzie problemu.
Jacyś znajomi w Ruchu?
- Marcin Zając, Maciej Scherfchen… Dogadamy się, ja jestem człowiekiem kontaktowym. Ruch ma ciekawy zespół, gra solidną piłkę. Pewnie, że musimy się zgrać i poznać. Liczę na dokładne, dobre piłki z głębi pola, bo szybkość to zawsze był mój atut. Ważne, że coś się dzieje zacznę regularnie grać. Tego brakowało mi najbardziej.
źródło: Sport / Ruch Chorzów