Coraz bardziej realnych kształtów nabiera transfer Tomasza Brzyskiego z Ruchu do Lechii Gdańsk. Do klubu z Chorzowa wysłano oficjalne pismo. - Każdą ofertę rozpatrzę - mówi sam zawodnik.
- Chciałbym zostać w Chorzowie, ale nie aby pracować w takich warunkach. Znowu zostaliśmy oszukani! Nie dostaliśmy tylu pieniędzy, ile nam obiecano. Wyrównano jedynie zaległości za marzec. Kwiecień i maj nadal są nieuregulowane, a są przecież wakacje. Mamy rodziny, zaciągnięte kredyty... - kręci głową Brzyski, który przezornie zapisał w kontrakcie kwotę odstępnego, która wynosi 500 tysięcy złotych.
Lechia być może skorzysta z tej furtki, lecz wcześniej chce zaprosić piłkarza na testy medyczne. - Żadne inne nie wchodzą w grę. Na sprawdzian sportowy mogę jechać jedynie do zagranicznego klubu. Polskie zespoły dobrze wiedzą na co mnie stać - zaznacza Tomasz.
Ruch wznawia zajęcia w najbliższy poniedziałek. - Przyznam, że nie wiem, czy tego dnia będę w Chorzowie, czy też w innym mieście - kończy rozmowę.
Więcej na
sportslaski.pl