"Magazyn Futbol" przedstawił pierwszy ranking stu najlepszych piłkarzy w historii naszego futbolu. Na coś takiego nie porwał się jeszcze nikt i nigdy. Redakcyjni eksperci "Magazynu Futbol" - Roman Hurkowski i Paweł Grabowski - wykonali tytaniczną pracę, żeby ustalić ostateczną kolejność. Brali oni pod uwagę osiągnięcia i rekordy, ale też po prostu talent czy nieszablonowość. Na łamach naszego serwisu przedstawiamy graczy, którzy znaleźli się w rankingu, a kiedykolwiek mieli związek z Ruchem Chorzów.
86. - Teodor Peterek
Olimpijczyk z Berlina (1936), wysoki jak na przedwojenne czasy (182 cm) środkowy napastnik, świetnie grał głową. Wodarz dogrywał mu z zegarmistrzowską precyzją, Wilimowski robił swoje. To była firmowa trójka pięcioosobowego ataku tamtego Ruchu, kolekcjonera mistrzowskich tytułów. Peterek i Wilimowski kolekcjonowali tytuły króla strzelców. 154 gole Peterka to wciąż pierwsza piątka ekstraklasy!
74. - Gerard Wodarz
Najlepszy lewoskrzydłowy czasów przedwojennych. Olimpijczyk z Berlina (1936), uczestnik MŚ 1938. Z jego dośrodkowań "żyli" Wilimowski i Peterek, wyborowi snajperzy Ruchu Chorzów (do 1939 – Hajduki Wielkie). Jak Pele rozkładał chusteczkę i trafiał w nią piłką z dowolnego punktu boiska, tak Wodarz robił to samo z... krzesełkiem. Jeśli chce się doskonalić precyzję zagrywek, możliwości jest mnóstwo.
52. - Bronisław Bula
Miniatura Deyny. Nie byłoby Deyny, byłby Bula - głosili fachowcy. Ale Deyna był, a ponieważ dwa grzyby w barszcz to o jeden za dużo, więc Buli uciekły wszystkie wzniosłe chwile kadry Górskiego. Na dodatek w Ruchu Chorzów miał Maszczyka i ich rywalizacja nie zawsze mogła się przekładać na współpracę. Reprezentacyjny niedosyt B.B. trochę zrekompensował sobie wykreowaniem pięknego okresu (1973-1975) w dziejach Ruchu.
45. - Eugeniusz Faber
Skrzydłowy niczym z podręcznika. Prawa, lewa flanka - bez różnicy. Rzadko spotykana lekkość stylu gry, rajdy, centry, ale i ścinanie na strzał. Ponad sto goli dla Ruchu w ekstraklasie. Kiedy z bytomianinem Grzegorczykiem wyemigrowali do RC Lens, najpierw trzeba było ten Racing wyrwać z II ligi, a przygodę kończyli finałem Pucharu Francji 1975.
43. - Krzysztof Warzycha
Imponujący bilans w greckiej ekstraklasie: 244 bramki w 390 występach. Do tego pięć mistrzostw, pięć Pucharów Grecji i trzy tytuły króla strzelców. Legenda - mówią o nim kibice Panathinaikosu Ateny i zastanawiają się, czemu nigdy nie stał się główną postacią drużyny narodowej. Był za młody, żeby pojechać na mistrzostwa świata w 1986 roku, a za stary na World Cup 2002. Przed Panathinaikosem, w barwach Ruchu Chorzów, mistrz Polski i król strzelców. Z 310 łącznie trafieniami na szczeblu ekstraklasy dystansuje innych naszych piłkarzy o lata świetlne.
32. - Joachim Marx
Bula i Maszczyk rozgrywali, a Marx strzelał. Na tym trójkącie zasadzała się ofensywna siła wielkiego Ruchu Chorzów, stworzonego przez Słowaka Michala Vicana. Mistrz olimpijski 1972, ale przed MŚ 1974 zauważono, że kiedy przychodził na świat, jego rodzinne Gliwice jeszcze należały do III Rzeszy i z wyjazdu do RFN został wykolegowany. Udany finisz kariery w RC Lens.
28. - Zygmunt Maszczyk
Medalista 1972, 1974 i 1976. Geniusz Górskiego polegał na tym, że adiutantami Deyny na MŚ 1974 uczynił reżyserów gry na scenie klubowej. I Kasperczak (Stal) oraz Maszczyk (Ruch) podporządkowali się liderowi. Harowali w destrukcji, ale ich kreatywność była na tle innych ekip istotną wartością dodatkową.
21. - Edward Szymkowiak
Refleks, linia - tak, przedpole, strategia - już mniej. Wychodziły jednak niedostatki wzrostu, choć był bramkarzem typu sprężyna, człowiekiem z gumy. Mistrz Polski w trzech klubach: Ruchu Chorzów, Legii Warszawa i Polonii Bytom, z nią też Puchar Intertoto i Puchar Ameryki. 16 października 1960 w ligowym hicie Polonia - Górnik Zabrze (3:0) obronił trzy karne!
11. - Gerard Cieślik
Mijają lata, a on wciąż trzeci (167 goli) snajper ekstraklasy i szósty (27) reprezentacji. Szybka noga, te sławetne strzały spod kolana, niesygnalizowane. I ten zryw, ta ruchliwość! Ikona Ruchu, jedyny wielki z lat 50., który nie dał się wcielić do wojska, czyli do Legii. Śląscy przodownicy pracy nie pozwolili. No i te dwa gole w pamiętnym Polska - ZSRR 2:1, jesienią 1957 w Chorzowie. Zapewniły mu wieczną sławę.
5. - Ernest Wilimowski
Przed wojną czołowy napastnik świata, w Polsce absolutnie poza zasięgiem. W ciągu sześciu sezonów w Ruchu: 4 razy mistrz, 3 razy król, autor 112 goli (w tylko 86 grach) w ekstraklasie, jej rekordzista w jednym meczu - 10 goli (Ruch - Union Touring Łódź 12:1). Pierwszy, który w jednym meczu MŚ trafił do siatki 4 razy (1938, Polska - Brazylia 5:6 po dogrywce). Później kontrowersyjne występy dla Niemiec, ale potwierdzenie klasy - 13 goli w 8 meczach, dla Polski 21 w 22 meczach. Rudowłosy, obrońców mijał jak chciał, bramkarzy ośmieszał, wszystko z szyderczym uśmieszkiem. Sztukmistrz, swoje czasy wyprzedzał o dziesięciolecia.
6 czerwca 1936 mających co bardziej mocne głowy działaczy Warty Poznań postawiono w stan gotowości bojowej. Do Grodu Przemysława zjechał mistrzowski wtedy Ruch Hajduki Wielkie (od 1939 roku - Chorzów) i gospodarze postanowili spić Wilimowskiego, który za kołnierz nie wylewał. Biesiada trwała, nieco przed północą prezes Warty dostał telefon: "Przyślij drugą zmianę, bo Wilimowski świetnie się trzyma, a nasi już padli". Wreszcie ta druga zmiana powaliła wyśmienitego snajpera, źle jednak dobrano… czas akcji. Za późny, kiedy bowiem liczono, że "Ezi" w ogóle nie wybiegnie na boisko, albo wybiegnie mocno skacowany, on był jeszcze na rauszu, na fali, i… wbił Warcie trzy gole, dzięki czemu Ruch wygrał 4:3.
źródło: Magazyn Futbol / Niebiescy.pl