Poniedziałkowy wieczór upłynął pod znakiem benefisu chorzowskiego Ruchu. Impreza odbywająca się w ramach cyklu "Górny Śląsk - świat najmniejszy" miała miejsce w Teatrze Rozrywki i bez wątpienia dostarczyła wrażeń pozytywnych.
» Zobacz zdjęcia z tego wydarzenia!
Jeszcze na długo przed rozpoczęciem spektaklu, czyli godziną 19, przed kasami teatru ustawiły się kolejki chętnych do uczestniczenia w wydarzeniu. W końcu zaczęło się - na pierwszy ogień naprzeciwko prowadzącego i reżyserującego całe przedsięwzięcie Krzysztofa Karwata pojawili się Gerard Cieślik, Kazimierz Kutz i Jerzy Buzek. Zasiedli oni na specjalnych ławach, stylizowanych na te z piłkarskich obiektów. Zresztą cała scena "Rozrywki" tego dnia przypominała sportową arenę. Nad deskami rozlegały się atrapy jupiterów, jakby żywcem wyjęte ze stadionu. Prowadzący i jego rozmówcy deptali zaś po... zielonej murawie. Między tymi elementami pałętały się przedmioty z zupełnie innej bajki - instrumenty, mikrofony. Najważniejsi byli jednak goście. Już na początek Kutz wystrzelił w kierunku Buzka: "panie europośle, siedzimy koło relikwii futbolu!" (mając na myśli Cieślika) i tym samym wywołał na widowni liczne uśmiechy oraz burzę oklasków.
Ciekawych tematów nie brakowało, głównie jednak wszystko ocierało się wokół historii klubu, jego sportowych legend. Cieślik wspominał dzieciństwo i próby przedostania się w charakterze widza na mecze, rozgrywane na popularnym "hasioku". Pokrótce opowiedział też o swej przygodzie z reprezentacją narodową. Z kolei były premier Rzeczpospolitej z niemałym rozrzewnieniem przypomniał o tym, że swego czasu Chorzów miał dwie drużyny na szczeblu ekstraklasy (Ruch, AKS), a także jedną grającą na jej zapleczu (Azoty). Zresztą jak się okazało, ojciec słynnego polityka kibicował - wprost przeciwnie do upodobań syna - jedenastce AKS! - Miałem z tego powodu niezłe kłopoty w domu - żartował Buzek.
Wygrana z sowietami = atak histerii
Na scenie - w przerwach między dyskusjami - pojawiali się artyści, I tak oto publice zaprezentowali się wirtuozi akordeonu, duet Marek Andrysek - Daniel Lis, artystka musicalowo-operowa Wioletta Białk, czy też zespół bluesowy Koala Band. Ten ostatni zebrał największe owacje, zresztą wprost proporcjonalne do ich żywiołowości i energii, którą przekazali poprzez występ swym słuchaczom. Na dużym ekranie, ustawionym nad sceną, wyświetlano krótkie filmy dokumentujące historię Ruchu. Jerzy Buzek przypomniał sobie mecz "Niebieskich" w europejskich pucharach z Dynamo Tbilisi. - Wygraliśmy 5:0, a ja widziałem dorosłych mężczyzn płaczących ze szczęścia. Coś cudownego! Zresztą to było odbierane patriotycznie, graliśmy bowiem z państwem z bloku sowieckiego - mówił.
Jednym z interlokutorów Karwata był także Tadeusz Sławek, językoznawca i były rektor Uniwersytetu Śląskiego. Podkreślał on powstałe na przestrzeni lat różnice w patrzeniu na futbol. - Kiedyś gra, trening uczyły panowania nad sobą, a dziś jest wręcz odwrotnie. Poza tym sport się zinternacjonalizował. A w wielkim sporcie nie ma lokalności, więc nie wytwarzają się tak mocne jak kiedyś więzi - oceniał Sławek. Tuż po nim na scenę wkroczył Antoni Piechniczek. Przez lata związany z Ruchem, dziś senator. Rozmowa z nim skończyła się jednak gorącą dyskusją nad odpadnięciem Chorzowa z walki o organizację EURO 2012.
Hermetyczny, męski świat
Wreszcie na scenę wkroczyli obecni decydenci Ruchu - sterujący jego losami prezes Katarzyna Sobstyl, dyrektor Mirosław Mosór oraz szef Rady Nadzorczej (a wedle niektórych źródeł wkrótce i prezes) niebieskiej spółki, Janusz Paterman. - Piłka nożna to świat mężczyzn, jak wiadomo nieco hermetyczny. Jestem jednak za tym, żeby do sportu w ogóle przedostawało się coraz więcej kobiet - głosiła Sobstyl. Paterman odwołał się zaś do negatywnych ocen rządów obecnego prezesa Ruchu. - Ona świetnie poradziła sobie z ekonomią. Ale trochę zostawiliśmy ją samą, brakowało jej "podpowiadacza". Przyznam, że po drodze zapomnieliśmy o pewnych wartościach - tak przed kibicami ukorzył się chorzowski biznesmen, który jednocześnie napomknął o sprowadzeniu do klubu - w roli działaczy - Edwarda Lorensa, Mariusza Śrutwy czy Radosława Gilewicza. Potwierdziło to więc niejako ostatnie doniesienia prasowe, twierdzące, że w nowym pionie administracyjnym Ruchu SA miałyby zasiąść właśnie te postacie. - We wtorek podpisujemy umowę ze sponsorem i choć nie będzie to nic ogromnego to myślę, że da początek czemuś nowemu, większemu - zakończyła Katarzyna Sobstyl, wlewając niejako nadzieję w serca niebieskich kibiców.
Koniec końców - odbył się finał. Na deskach "Teatru Rozrywki" raz jeszcze zaprezentowali się muzycy, podziękowano przybyłym gościom specjalnym oraz publiczności. Po twarzach ludzi opuszczających salę widać było, że widowisko odebrali pozytywnie. Przyznać należy, że mieli ku temu powody, bo wydarzenie zostało świetnie zorganizowane i dopracowane.
źródło: Niebiescy.pl