Kiedy jeszcze kilka miesięcy temu ktoś powiedziałby, że
Tomasz Balul rozegra niemal wszystkie mecze rundy wiosennej, trudno byłoby w to uwierzyć. A jednak! 23-letni wychowanek klubu w przeciągu rozgrywek pokazał, że jest solidnym filarem chorzowskiej defensywy i tym samym spłacił ogromny kredyt zaufania, którym obdarzył go trener Marek Wleciałowski.
- Miniona runda była najlepsza w twoim wykonaniu?
- Myślę, że tak. Byłem dobrze przygotowany do sezonu. Nasza czwórka obrońców się dobrze rozumiała. Uważam, że z Marcinem Klaczką zrobiliśmy w obronie naprawdę kawał dobrej roboty. Muszę podkreślić, że Marcin wiele mi pomaga, bo nieraz tłumaczy jak się zachować i jak grać na boisku.
- Z którego meczu byłeś najbardziej zadowolony?
- Ciężko powiedzieć. Chyba nie było takiego meczu.
- To może łatwiej będzie z błędami, które przytrafiały się na boisku. Które mecze najbardziej pod tym względem utkwiły tobie w pamięci?
- Na pewno żal straconych punktów ze Śląskiem i Widzewem na własnym terenie. Szkoda również punktów utraconych w spotkaniach ze Świtem czy Szczakowianką. Co tu dużo mówić, najlepiej obrazuje to tabela. Widać ile „oczek” zabrakło nam do awansu.
- Trener Wleciałowski nie wahał się na ciebie postawić. Zagrałeś prawie we wszystkich meczach w tej rundzie.
- Racja. Trener dał mi szansę gry i ja ją wykorzystałem. Na Świcie otrzymałem kartkę i potem na jeden mecz (z Finishparkietem 2:2 – przyp. serwis) wskoczył do składu Marcin Kośmicki. Może gdybyśmy wtedy wygrali, to kto wie czy by mnie on nie zastąpił?
- Tak się jednak nie stało, bo i Kośmicki, i Bartnik w rywalizacji o miejsce w składzie przegrali z tobą.
- No tak. W rundzie jesiennej to jednak "Tadziu" grał we wszystkich meczach, a ja grałem w kratkę. Dodatkowo w przerwie zimowej dołączył do nas kolejny bardzo dobry zawodnik, Marcin Kośmicki. No, ale boisko zweryfikowało kto jest lepszy. Trener postawił na mnie, na młodego zawodnika. W sumie chyba nieźle grającego na obronie.
- Ale czasem chyba niedocenianego przez kibiców. Czujesz, że tak właśnie jest?
- Tak, muszę to przyznać. Po kilku meczach, gdy czytałem komentarze na stronach internetowych na mój temat, to odechciewało się wszystkiego. Ja trochę nie rozumiem tych ludzi, bo wydaję mi się, że jestem w miarę dobry. No cóż... Może nie widzą mnie w Ruchu.
- Jesteś jedynym wychowankiem klubu, który po przejściu z drużyny juniorskiej gra teraz w podstawowej jedenastce. Przyznasz, że to rzadkość w naszym klubie.
- Zgadza się. Ode mnie z rocznika 1983, trenera Psykały przeszło do drużyny seniorów czterech zawodników (Tomasz Balul, Adam Krzęciesa, Damian Krajanowski i Sebastian Skoczylas - przyp. serwis). Obecnie tylko ja zostałem na Cichej, a koledzy już wcześniej zakończyli przygodę z tym klubem. Rzeczywiście ciężko jest się przebić.
- Jak uważasz, jaka jest tego przyczyna? Czy szkolenie młodzieży stoi na kiepskim poziomie, czy może ta bariera między juniorami, a seniorami jest zbyt duża?
- Trudno ocenić, co jest główną przyczyną. Na pewno wychowanek ma ciężkie zadanie by przebić się do pierwszego zespołu. Duża jest chyba rola samego trenera, który prowadzi grupę juniorów. Akurat trener Psykała przygotował nas bardzo dobrze i przechodząc do drużyny, którą prowadził trener Pietrzak nie miałem problemów na treningach. Wiadomo, że trzeba się było zmierzyć z większym stresem, ale z czasem i to dało się przezwyciężyć.
- Które mecze pod tym względem były przełomowe?
- Na pewno debiut na wyjeździe z Amiką Wronki (17.05.2003 r. przegrany 1:2 – przyp. serwis) i później mecz u siebie z Groclinem Grodzisk Wielkopolski. Były to mecze bardzo ciężkie, bo i Groclin i Amica znajdowały się w czołówce tabeli.
- Były momenty zwątpienia? Myślałeś w pewnym momencie o odejściu z Ruchu?
- Tak, były takie momenty. Szczególnie po kontuzji, kiedy nie grałem. Myślałem o takim rozwiązaniu, ale trener Fornalak dał mi kolejną szansę. Powiedział żebym został i tak się stało.
- A teraz, kiedy twoje notowania wzrosły rozmyślasz nad zmianą klubu?
- Mam jeszcze dwa lata kontraktu z Ruchem, tak więc na razie o tym nie myślę. Jeśli oczywiście pojawiłaby się propozycja z pierwszej ligi, to bym ją rozważył.
- A pojawiła się jakaś?
- Nic na ten temat nie wiem.
- Czyli nie szukasz żadnego klubu?
- Nie. Bardzo dobrze się czuję w Chorzowie. Tutaj wszystko jest poukładane. Dba o to pan Klimek, tak więc nie ma się co stąd ruszać (śmiech).
- Może niektórzy kibice o tym nie wiedzą, ale ty rozegrałeś kilka spotkań w reprezentacji młodzieżowej.
- Rozegrałem kilka spotkań, a potem przytrafiła mi się kontuzja i „odstrzelili mnie” z kadry. Na pewno była to fajna przygoda. Każdy piłkarz marzy chyba, żeby zagrać w drużynie narodowej. Gdzieś jeszcze to marzenie we mnie pozostało, ale wiem że jest ono bardzo odległe.
- Najbliższe plany na przyszłość?
- Najważniejsze żeby grać i żeby w końcu awansować do I ligi. Myślę, że pod koniec tej rundy już to fajnie funkcjonowało. Ważne, żebyśmy wygrywali u siebie i na wyjazdach również powalczyli o jakieś punkty.
- Jakie atuty przemawiają za Ruchem w walce o awans?
- Myślę, że te pierwsze mecze w rundzie pokazały, że defensywa stoi na wysokim poziomie. Potem się to wyrównało i na dziesięć meczów przed końcem ligi pokazaliśmy, że jesteśmy drużyną na I ligę.
- Działacze na pewno postarają się o jakieś wzmocnienia. Rywalizacja będzie więc ostra.
- No na pewno. Musi być rywalizacja. Dzięki temu potwierdzasz swoje umiejętności. Ja się nie boję rywalizacji. Było już kilku zawodników, z którymi toczyłem bój o miejsce w składzie. Był Edek Cecot, Tadeusz Bartnik, Marcin Kośmicki. Do tej pory udawało się wygrywać i mam nadzieję, że nadal tak będzie.
- Jak spędzisz ostatni tydzień wolnego?
- Zostaję w Chorzowie. Dziewczyna pracuje, tak więc nie ma sensu się gdzieś wybierać. Odpoczywam do poniedziałku, a potem już zaczynamy przygotowania do sezonu.
- Pewnie śledzisz Mistrzostwa Świata. Jak oceniasz ich przebieg?
- Myślę, że w tym turnieju każdy może wygrać z każdym. Na pewno będziemy świadkami jeszcze niejednej niespodzianki.
- A jak oceniasz postawę Polaków na tej imprezie?
- Jestem rozczarowany. W pierwszym meczu z Ekwadorem byli zbyt przestraszeni żeby z nimi wygrać. Z Niemcami już jakoś to wyglądało, ale też ponieśli porażkę. Zobaczymy jak będzie jutro.
- Kto jest twoim faworytem mundialu?
- Spore szanse mają: Brazylia, Hiszpania, Argentyna.
- Patrzysz na te mistrzostwa również pod kątem szkoleniowym? Starasz się coś podpatrzeć z gry najlepszych defensorów świata?
- Nie, nie. Pod tym względem nie oglądam mistrzostw. Traktuję to bardziej w ramach relaksu.