Zimą, gdy kształtowały się kadry drużyn ekstraklasy, na Cichej dziwiono się polityce transferowej ŁKS. Podpisanie umów z doświadczonymi Tomaszem Hajto czy Piotrem Świerczewskim było dokładnie odwrotnością tego co realizuje Ruchu, który chce jednak stawiać na piłkarzy młodych i na dorobku.
- W przypadku ŁKS-u trudno mówić o budowie drużyny. To raczej działania na chwilę, na rundę, na sezon. W perspektywie większe szanse na odniesienie sukcesu ma jednak Ruch - podkreśla Duszan Radolsky, który prowadził niebieskich w rundzie jesiennej.
Do Słowaka doszły głosy, że łódzki zespół jest przez niektórych nazywany drużyną "emerytów". - Z doświadczenia wiem, że lepiej sobie darować takie określenia. To tylko motywuje rywala do jeszcze lepszej gry. "Macie mnie za emeryta? No to ja wam jeszcze pokaże" - myśli taki zawodnik i staje się jeszcze bardziej niebezpieczny. Weźmy Tomasza Hajto. Przecież dla niego spotkaniem rundy był mecz z Górnikiem. Tylko czekał, żeby udowodnić działaczom klubu z Zabrza jak bardzo się pomylili, gdy dziękowali mu za grę - dodaje Słowak. Przed meczami o taką stawkę piłkarze mnożą wzniosłe zdania. "Zagramy jak o życie", "To mecz o wszystko!". A co tak naprawdę myślę, gdy wychodzą na boisko?
- Najważniejsze są trzy rzeczy: koncentracja, konsekwencja i cierpliwość. Takie cechy nabywa się z doświadczeniem, a to niestety wydaje się być po stronie ŁKS-u.
Mimo wszystko wierzę w Ruch i mocno ściskam za nich kciuki. Piłkarze grają o swoją przyszłość. Im nie trzeba przypominać, że różnica między ekstraklasą, a pierwszą ligą jest olbrzymia. To inne życie - mówi Radolsky, który latem nie wyklucza powrotu do polskiej ligi.
Ruch ma przed sobotnim spotkaniem spore problemy kadrowe. Nadal nie w pełni sił są Krzysztof Nykiel i Maciej Sadlok. Na urazy narzekają też Wojciech Grzyb i Gabor Straka. Największą stratą może być jednak nieobecność Marcina Nowackiego (z każdym meczem grał ostatnio lepiej!), którego zmogła angina.
źródło: Gazeta Wyborcza Katowice