W Chorzowie pojawił się wczoraj nieoczekiwanie bawiący służbowo za granicą właściciel większościowego pakietu akcji SSA Ruch Chorzów, Mariusz Klimek. Najważniejszy człowiek na Cichej chciałby zobaczyć dzisiejszy finał, ale... - Zrobię wszystko, by być na Stadionie Śląskim, lecz jeśli będę musiał we wtorek wyjechać służbowo za granicę, to będzie to siła wyższa. Na pewno jednak spotkam się przed finałem z zespołem. Jestem z nich dumny z piłkarzy, to wielka sprawa dla klubu. Zresztą dla każdego z nich również, bo taki wyjątkowy mecz, "mecz życia", może się już nie powtórzyć. Mam nadzieję, że podejdą do niego na luzie, że stawka finału ich nie sparaliżuje.
Prezes Klimek zdradził, że sponsorem meczu będzie firma Budus SA, która "sypnęła" niebagatelnym groszem jak na obecną sytuację chorzowskiego klubu. - Piłkarze znają regulamin, który mówi, że zyskiem z Pucharu Polski dzielimy się po połowie.
Triumfator Pucharu Polski zainkasuje 300 tysięcy złotych i jest to kwota o połowę mniejsza niż zarobił Śląsk Wrocław za wygranie Pucharu Ekstraklasy. Niestety, Puchar Polski dzięki "staraniom" piłkarskiej centrali ma coraz mniejszą rangę. Zamieszanie z terminem finałowego meczu, zamieszanie z frekwencją na stadionie, zamieszanie z biletami, które pojawiły się w sprzedaży dopiero w czwartek, na 5 dni przed meczem. Teraz pojawił się kolejny problem. - Dostaliśmy tylko jeden bilet na trybunę - żalą się piłkarze Ruchu. - To nie o to chodzi, żebyśmy dostali coś za darmo. Ale mamy dzieci, rodziców, bliskich, którzy chcieli być blisko nas, a tak musimy chyba stanąć w kolejce, by kupić bilet.
Wczoraj działacze Ruchu próbowali załatwić dodatkowe wejściówki dla swych piłkarzy, ale nie było to łatwe zadanie. Zresztą działacze chorzowskiego klubu dostali tylko cztery wejściówki na loże VIP-ów, ale można z dużą dozą prawdopodobieństwa przewidzieć, że loża i sala cateringowa nie będzie świeciła pustkami.
źródło: Sport / Niebiescy.pl