- Atmosfera przed tym spotkaniem jest taka, że mam wrażenie, jakbyśmy grali w pucharach europejskich - powiedział na konferencji prasowej, poprzedzającej mecz finałowy, trener Lecha Poznań - Franciszek Smuda. Faktycznie, otoczka meczu godna jest topowych wydarzeń piłkarskich. Czy piłkarze Ruchu i Lecha na boisku dorównają poziomem organizatorom spotkania?
Zdaniem wielu ekspertów, faworytem finału jest Lech. Zresztą trudno się tym opiniom dziwić, bo poznaniacy to jedna z najlepszych, o ile nie najlepsza polska drużyna ostatnich miesięcy. Szkoleniowiec poznaniaków rozgranicza jednak rozgrywki ligowe od "pucharu tysiąca drużyn". - Faworyta nie ma. W takich rozgrywkach liczy się fart, zobaczymy kto będzie miał go więcej - powiedział w swoim stylu "Franz", szybko dodając: - Szanse obu drużyn oceniam 50 na 50. Nasłuchałem się ze strony Ruchu komplementów, ale oni są teraz na fali.
W trwającym sezonie Lech nabawił się kompleksu chorzowian. Nie ukrywający swych mistrzowskich aspiracji "Kolejorz" sensacyjnie stracił punkty najpierw przy Cichej (uległ gospodarzom 0:2), a kilka tygodni temu już w Poznaniu zremisował z będącymi w dołku "Niebieskimi" 1:1. - Mecz w Chorzowie przegraliśmy na własne życzenie. Mieliśmy też wtedy problemy kadrowe, bo ośmiu moich zawodników było na meczach reprezentacji - usprawiedliwiał się przed dziennikarzami Smuda.
Trenerowi Lecha problemu nie sprawia także miejsce rozegrania finałowego meczu, jakim jest Stadion Śląski. - To gdzie wystąpimy nie robi różnicy, to jest finał.
W ekipie Lecha nie zagrają podpory obrony "Kolejorza" - kontuzjowani Grzegorz Wojtkowiak i Bartosz Bosacki. Ale Smuda zapewnił, że to żadna przeszkoda. - Damy z siebie wszystko, zagramy tym co mamy!
źródło: Niebiescy.pl