Ruch Chorzów zakończył rozgrywki sezonu 2005/2006 w niezwykle imponujący sposób. "Niebiescy" w ostatnim ligowym meczu wygrali z Polonią Bytom aż 5:1!
Przed meczem wiadomo było, że niezależnie od wyniku tego meczu zespół z Bytomia będzie musiał grać w barażach z trzecioligowcem. Stąd decyzja trenera bytomian Michała Probierza o desygnowaniu do pierwszej jedenastki kilku zawodników rezerwowych. Nie umniejsza to w żaden sposób sukcesu Ruchu, który niemal przez całe 90 minut dominował na boisku i stworzył sobie dużo sytuacji podbramkowych.
Tak fantastycznego początku meczu kibice na Cichej dawno nie oglądali, ci którzy spóźnili się na ten mecz mieli naprawdę czego żałować. Ledwie 20 sekund upłynęło od pierwszego gwizdka prowadzącego to spotkanie Piotra Pielaka, a debiutujący bramkarz gości Paweł Zarzycki musiał wyciągać futbolówkę z siatki.
Po próbie dośrodkowania Wojciecha Grzyba piłka odbiła się od obrońcy gości i wysokim lobem zmierzała w stronę bramki. Swoje boiskowe doświadczenie i spryt wykorzystał w tej akcji niezawodny Grażvydas Mikulenas. Wyskoczył do piłki równo z bramkarzem i umiejętnie utrudnił mu złapanie jej. W efekcie Zarzycki wbił ją sobie do bramki. W pierwszym momencie wydawało się, że to "Miki" zdobył gola, lecz dopiero telewizyjne powtórki wykazały, że ta bramka obciąża konto golkipera Polonii.
Fani nie zdążyli nawet usiąść po świętowaniu pierwszego gola, a "Niebiescy" prowadzili już 2:0. W roli głównej ponownie wystąpił Litwin, otrzymał prostopadłe podanie od Mariusza Śrutwy i bez żadnych problemów pokonał wychodzącego bramkarza Polonii. Na trybunach zapanowała prawdziwa feta, zwycięstwo Ruchu tak de facto było już przesądzone, a kibice w swoim gronie zadawali sobie tylko pytanie ile jeszcze bramek padnie w tym meczu.
Mijała 10 minuta, z prawej strony pognał Grzyb, zdążył dośrodkować na tyle precyzyjnie, że Piotr Ćwielong silnym uderzeniem nie pozostawił złudzeń Zarzyckiemu. Tym samym w trzech kolejnych meczach popularnemu "Pepe" udało się pokonać bramkarzy rywali.
Niesieni świetnym dopingiem podopieczni Marka Wleciałowskiego nie zamierzali na tym poprzestać. W 20 minucie, gdyby Ćwielong strzelił w mniej sygnalizowany sposób, mógłby się cieszyć z drugiego gola. Pięć minut później z okolic narożnika boiska rzut wolny wykonywał Wojciech Myszor. Po jego dośrodkowaniu i uderzeniu z główki Śrutwy świetną paradą popisał się Zarzycki, wprawiając w prawdziwą wściekłość kapitana Ruchu. Po rzucie rożnym również nie miał powodów do zadowolenia - gol który strzelił został nie uznany, a on sam został ukarany żółtym kartonikiem za faul na Grzegorzu Bochenku.Ten sam zawodnik w podobnej sytuacji nie mógł cieszyć się z trafienia, gdyż w 34 minucie boczny sędzia dopatrzył się pozycji spalonej.
Dogodną sytuację na zmianę rezultatu zmarnował Ćwielong. Zachował się troszkę egoistycznie, bo kiedy wbiegał w pole karne razem z Mikulenasem, mógł podać piłkę do najskuteczniejszego piłkarza Ruchu. Zdecydował się jednak na strzał, który trafił prosto w wychodzącego Zarzyckiego. Niespełna 60 sekund pózniej, ładnym uderzeniem popisał się Łukasz Błasiak. Wykorzystał on gapiostwo chorzowskich obrońców i precyznyjnym strzałem w okienko pokonał praktycznie bezrobotnego do tej pory Jarosława Paśnika.
W przerwie trener Wleciałowski zdecydował się na jedną zmianę - za Tomasza Balula wprowadzony został Tomasz Starowicz, dla którego był to debiut przed chorzowską publicznością.
Po zmianie stron pierwszym zawodnikiem, który mógł zmienić wynik meczu był Wojciech Grzyb. Po jego strzale z linii pola karnego górą był Zarzycki. Kilkakrotnie z dystansu próbował swoich sił również Grzegorz Bonk. Najbliżej strzelenia bramki był w 56 minucie, kiedy to jego strzał z 20 metrów minimalnie minął prawy słupek bramki Polonii.
Na dokładnie kwadrans przed końcem Ruch prowadził już 4:1. Z najbliższej odległości Zarzyckiego pokonał Śrutwa, przy dużym udziale Mikulenasa, który zaliczył asystę przy tym golu.
Kropkę nad "i" w tym meczu postawił nie kto inny jak Mikulenas. Osiemnastą bramkę w sezonie, a 14 dla Ruchu zdobył uderzeniem głową. Akcje zainicjował wprowadzony pod koniec drugiej połowy Krzysztof Bizacki, zgrał piłkę do Grzyba, a ten idealnie wrzucił na głowę aktywnego Litwina.
Na brawa zasługują kibice, którzy w ten sobotni wieczór ustanowili rekord frekwencji, pojawiająć się na Cichej w sile 6,5 tysiąca. Dopingowali oni żywiołowo przez 90 minut i stworzyli wspaniałą oprawę dla tego równie wspaniałego meczu.
Wielka szkoda, że ten sezon już się skończył, bowiem widać, że zawodnicy Ruchu są na niesamowitym "gazie". Nie ma co liczyć głupio straconych punktów, czy to w poprzedniej rundzie, czy na początku tej właśnie zakończonej. To już historia. Mamy solidne podstawy do twierdzenia, że w nadchodzących rozgrywkach takie mecze już się nie przytrafią naszym ulubieńcom i o tej samej porze roku będziemy mogli świętować powrót do ekstraklasy.
Ruch Chorzów 5:1 (3:1) Polonia Bytom
Strzelcy:
Zarzycki 1' (sam.), Mikulenas 2', Ćwielong 11', Śrutwa 75', Mikulenas 83' - Błasiak 43'
Żółte kartki:
Śrutwa, Kośmicki - Gnoiński
Składy:
Ruch: Paśnik - Myszor, Balul (45' Starowicz), Kośmicki, Makuch - Grzyb, Bonk, Pulkowski (84' Foszmańczyk), Ćwielong - Śrutwa (81' Bizacki), Mikulenas.
Polonia: Zarzycki - Błasiak, Bochenek, Cybulski (37' Brehmer), Gacki, Grohlich, Grybos, Gnoiński, Jaruszowic, Świder, Wieczorek (67' Rybski).
Arbiter: Piotr Pielak (Warszawa)
Widzów: 6.500 (w tym około 750 kibiców Polonii)