Piłkarze Ruchu wracali z Gdyni w szampańskich nastrojach. Wszak w piątkowy wieczór wygrali bardzo ważny mecz z Arką. Po sobotnich zwycięstwach innych drużyn zagrożonych spadkiem radość "Niebieskich" była już ciut mniejsza. - Rzeczywiście w kontekście wyników Górnika i Cracovii nasza wygrana nie jest aż tak cenna, ale z drugiej strony nawet strach myśleć, gdzie byśmy byli w tabeli, gdybyśmy z Gdyni wrócili z pustymi rękami - powiedział pomocnik Ruchu Wojciech Grzyb.
Kapitan chorzowian miał powody do zadowolenia, bo w spotkaniu z Arką strzelił gola i zaliczył asystę. - Bramkę i asystę miał w Gdyni także Remek Jezierski. Osobiście cieszę się przede wszystkim z tego, że w parze z moją dobrą grą poszło zwycięstwo drużyny. Ostatni raz coś takiego miało miejsce dwa miesiące temu w Bytomiu w wygranym spotkaniu z Polonią - powiedział popularny "Grzybek".
W Chorzowie zapomnieli już o Arce i myślą o wtorkowym finale Remes Pucharu Polski z Lechem Poznań, który rozegrany zostanie na Stadionie Śląskim. - Dla kilku z nas to może być ostatnia szansa w karierze na wywalczenie jakiegoś trofeum, więc nic dziwnego, że nastawienie w drużynie przed meczem z Lechem jest bardzo bojowe. Wszyscy chcą zagrać w tym meczu. Nawet Rafał Grodzicki, który w Gdyni doznał złamania nosa, zgłosił swoją gotowość. "Grodek" jest twardy i może zagra w jakiejś ochronnej masce - dodał Wojciech Grzyb.
źródło: POLSKA Dziennik Zachodni / Niebiescy.pl