Waldemar Fornalik wszczepił im charakter! Każdy z piłkarzy Ruchu kończył mecz z Arką umorusany od stóp po głowę. - Nie było pięknego futbolu, ale walka. Graliśmy "o życie" - mówił Grzegorz Baran.
Grodzicki ucierpiał na 7-8 minut przed końcem po zderzeniu z Olgierdem Moskalewiczem. Musiał opuścić na chwilę murawę, ale wrócił na nią. - Jest podejrzenie, że kończył spotkanie ze złamanym nosem - zdradził Waldemar Fornalik. "Grodek" był nielicznym z jego zawodników, który dorównywał warunkami fizycznymi "Arkowcom". - Wiedzieliśmy, że szczególnie groźnie będzie przy stałych fragmentach gry. Stąd za niższych graczy weszli później Janoszka, Sobiech i miał się pojawić Fabusz - tłumaczył trener Fornalik.
Ewentualna porażka mogła się zakończyć wylądowaniem na ostatnim miejscu w tabeli po bieżącej kolejce. Obecny Ruch to jednak zupełnie inna drużyna niż ta, którą dowodził Bogusław Pietrzak. Każdy z jego zawodników wie co ma robić na boisku, biega żwawo od pierwszej do ostatniej minuty, a właściwie "gryzie" murawę, choć wiadomo jaka jest sytuacja finansowa klubu. - Artykuły prasowe i prognozy na przyszłość nie motywują nas, ale my postanowiliśmy zrobić wszystko, aby utrzymać ligę i zdobyć Puchar Polski. Powiedzieliśmy sobie, że gramy dla siebie i dla kibiców - nie krył po zwycięstwie z Arką Ariel Jakubowski.
Na dziś chorzowianie przeprowadzili rozruch i odnowę. Jutro odbędą jeden trening. - Teraz myślimy już wyłącznie o wtorkowym spotkaniu z Lechem - dodał defensywny pomocnik ledwie kilka minut po końcowym gwizdku w Gdyni.
Więcej na
sportslaski.pl