- Kończy się okres, gdy wielki sport budowały spółki skarbu państwa. Trzeba szukać innych rozwiązań. To miasto musi stać się udziałowcem Ruchu - uważa
Mariusz Śrutwa, była gwiazda chorzowskiego klubu. Były piłkarz niebieskich (103 bramki w ekstraklasie) jest dziś biznesmenem i komentatorem telewizji Canal+. Śrutwa obawia się o przyszłość chorzowskiego klubu. - Spadek może równać się grze w IV lidze - ostrzega.
Wymieni Pan atuty, które przesądzą o tym, że Ruch utrzyma się w ekstraklasie?
Mariusz Śrutwa: - Wciąż ma przewagę. Grałem w piłkę i wiem, że dużo łatwiej uciekać, niż gonić. Wystarczy spojrzeć na Górnika. Po drugie, trener Waldemar Fornalik. Odpuścił drużynie trening siłowy, wróciła dynamika, szybkość. Po trzecie, gramy teraz z Arką, która wydaje się mieć jeszcze większe problemy niż Ruch.
Co przemawia na niekorzyść?
- Trzeba zdobyć z pięć punktów. To 100 proc. tego, co Ruch wywalczył do tej pory wiosną! Musi wygrać z ŁKS-em na Stadionie Śląskim, który ciąży mu jak kula u nogi. Gdyby Ruch grał na Cichej, już byłoby po sprawie.
Dlaczego ta runda jest dla niebieskich taka słaba?
- Kłania się fatalna polityka transferowa. Maciej Scherfchen czy Marcin Zając potrafią grać w piłkę, ale czy naprawdę byli potrzebni Ruchowi? Dlaczego zrezygnowano z Marcina Sobczaka, który do dziś jest liderem strzelców drużyny? Druga sprawa, że najlepszy napastnik niebieskich ma na koncie trzy bramki. To jakiś absurd, kompromitacja!
Uchodzi Pan za dyżurnego krytyka prezes klubu Katarzyny Sobstyl. Nie na wyrost? Wprowadzenie klubu na giełdę, zlikwidowanie starego długu stowarzyszenia, Wielkie Derby Śląska, nawiązanie współpracy z fundacją Jerzego Owsiaka. To są także sukcesy pani prezes.
- Dlaczego jestem w opozycji? To stało się po tym, jak trener Marek Wleciałowski odsunął mnie od drużyny. Pani prezes zaproponowała mi współpracę. Miałem stać się jej prawą ręką. Odmówiłem ze względu na dobro klubu. Przecież za dwa tygodnie w Ruchu nie byłoby Wleciałowskiego! Mam wrażenie, że to wtedy pani prezes się na mnie obraziła. A teraz do rzeczy. Giełda? Dlaczego bogatsi się tam nie pchają? Myślę, że kosztowała znacznie więcej niż to, ile klub dzięki niej zarobił. Prospekty giełdowe obnażają słabość klubu. To przecież z nich wyczytałem, że do zbilansowania brakuje 4 mln zł.
Uważa Pan, że lepiej zamiatać to pod dywan. Biznesmeni raczej doceniają to, że Ruch gra z nimi w otwarte karty.
- Na pewno? To dlaczego, gdy w styczniu piłkarze pierwszy raz powiedzieli o kłopotach finansowych, zarząd uspokajał, że nic wielkiego się nie dzieje? Teraz dwa zdania o Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy. Fajny marketingowy zabieg, ale bardzo kosztowny. Ruch oddał najcenniejsze miejsce na koszulce, a zaręczam, że była firma, która chciała za nie zapłacić ponad milion złotych.
Pod koniec zeszłego roku wszystkie kluby poszły śladem Ruchu i też zagrały w lidze z czerwonym sercem na piersiach.
- To zdarzyło się raz. Wcześniej normalnie zarabiały na reklamach. Czy Ruch rzeczywiście tak skorzystał na tej współpracy? W dniu finału WOŚP działacze Ruchu mieli w telewizji 30-sekundowe wejście, a konkurencyjny klub zorganizował tego dnia turniej, który można było oglądać przez pięć minut. Zgadzam się co do derbów. Świetny pomysł. Szkoda tylko, że druga edycja nie powtórzyła sukcesu pierwszej.
Co z długami?
- Przecież to w "Gazecie" czytałem, że stare długi stowarzyszenia znowu są do wzięcia. Myślę, że dłużnicy zapukają do klubu i nie będzie to tylko ZUS, ale i skarbówka, a może i zapomniana pani sprzątaczka. Czy Ruch będzie musiał zapłacić, to już inna sprawa.
Należy Pan do grona osób, które uważają, że bez pomocy miasta nie będzie wielkiego Ruchu.
- To prawda. Na Śląsku jest jeszcze parę firm na miarę Allianza [sponsor Górnika - przyp. red.], ale bez pomocy władz Chorzowa będą dla klubu nieosiągalne! Miasto musi przejąć akcje niebieskich, dzięki temu uwiarygodni Ruch w kręgach biznesowych.
Janusz Paterman, członek rady nadzorczej niebieskiej spółki, chce powołać tzw. radę piłkarską. Widzi tam Pan dla siebie miejsce?
- Jesteśmy umówieni na rozmowę. Wydaje mi się, że rada ma mieć charakter doradczy, tymczasem mnie bardziej odpowiada rola człowieka, który w sposób realny angażuje się w życie klubu. Dziś nie chcę o niczym przesądzać.
Z nieoficjalnych informacji wynika, że po sezonie Sobstyl przestanie być prezesem. Plotkuje się, że zastąpi ją właśnie Paterman, a wśród doradców będą Edward Lorens, Krzysztof Warzycha, Mariusz Śrutwa...
- Z wiedzy i doświadczeń wymienionych osób na pewno warto skorzystać. Decyzja nie należy jednak do mnie.
W klubie powtarza się, że Śrutwę warto mieć za sobą, bo za nim stoją kibice.
- Bardzo to sobie cenię, ich szacunku nie można kupić. To przecież drugi sponsor klubu po Canal+. Kto o nich zapomina, ten przegrywa.
Rozmawiał: Wojciech Todur (Gazeta Wyborcza Katowice)