Łukasz Janoszka jest małym odkryciem Waldemara Fornalika. Nowy szkoleniowiec Ruchu widzi w osobie 22-latka lek na nieskuteczność. "Ecik" zostałby bohaterem Chorzowa, gdyby trafił w Poznaniu.
Nie ma budowy ciała gladiatora, a tymczasem w niedzielę potrafił przepchnąć obrońców Lecha: Manuela Arboledę i Bartosza Bosackiego, a nawet wygrywał z nimi pojedynki główkowe. Z tej strony dotąd nie był znany. - Powierzyłem mu trudną rolę, bo był jedynym wysuniętym napastnikiem. Miał się utrzymywać przy piłce i walczyć z obrońcami. Udawało mu się to! Grał bardzo dobrze - chwalił piłkarza Waldemar Fornalik, już po końcowym gwizdku.
Na występie Janoszki w Poznaniu powstała jednak głęboka rysa. Mowa o sytuacji z 36 minuty, kiedy po szybkiej kontrze stanął oko w oko z Krzysztofem Kotorowskim. - Czasu miałem sporo. Zawahałem się, a bramkarz mnie podpuścił robiąc najpierw krok do przodu, a potem do tyłu. Wiem, że takie okazje muszę wykorzystywać - bił się w pierś Łukasz. Jego wyrzuty sumienia pewnie urosły, kiedy Lech zdobył gola do szatni.
- Lech nie potrafił przy nas rozwinąć skrzydeł.Grał na tyle, na ile mu pozwoliliśmy, a agresywnym pressingiem nie daliśmy zbyt wiele miejsca do rozegrania piłki. Poznaniacy stracili przez ten mecz szansę na tytuł? Ani przez moment się nad tym nie zastanawialiśmy. My przyjechaliśmy na Bułgarską, aby wygrać. Punkt też jest dobry - stwierdził Janoszka, który próbował nawet w pojedynkę przechylić szalę na korzyść Ruchu. Szybko zapomniał o zmarnowanej sytuacji, zakasał rękawy i w jednej z akcji niemal sam rozmontował obronę Lecha. - Gdyby strzelił gola, to byłby jego najlepszy występ w ekstraklasie - ocenił trener Fornalik, a młodszego kolegę chwalili pozostali zawodnicy "Niebieskich". - Przypieczętowałby bardzo udany występ - dodał Rafał Grodzicki.
Więcej na
sportslaski.pl