O tym jak wielka jest rywalizacja w drużynie Ruchu przekonało się już wielu zawodników. Szczególnie tłoczno zrobiło się na lewym skrzydle, gdzie od początku rundy wiosennej na tej pozycji trener Wleciałowski przetestował już ośmiu zawodników. W ostatnich spotkaniach zażarta walka o to miejsce zawiązała się jednak głównie między
Przemysławem Łudzińskim, a Piotrem Ćwielongiem. Ten pierwszy w meczu z Piastem popisał się dwoma asystami a, a ten drugi jedną bramką i jedną asystą. Co by nie mówić, drużynie taka rywalizacja wychodzi tylko na dobre!
- To już ósme z rzędu spotkanie bez porażki i trzecie zwycięstwo z kolei. Wasza seria jest imponująca.
- No tak, a zostały jeszcze dwa mecze. Na pewno nie składamy broni. Będziemy walczyć do końca. Do zdobycia zostało 6 punktów i chcemy je dopisać do naszego konta.
- Tak wysoka wygrana z Piastem chyba nikomu się nie śniła. Dokładnie rok temu podobnym stosunkiem bramek pokonaliście na tym stadionie ŁKS Łódź.
- Skuteczność nie zawodzi i to jest zadowalające. W pierwszej połowie strzeliliśmy trzy bramki i praktycznie to ustawiło całe spotkanie. Szkoda, że od początku rundy tak nie graliśmy
- Dzisiaj co prawda nie strzeliłeś, ale popisałeś się dwoma asystami.
- No tak. Nie udało się strzelić, ale dzięki podaniom piłka znalazła się w siatce. Wychodzę z tego założenia, że nie ważne kto strzela, ważne żebyśmy wygrywali.
- Niewątpliwie przełomowym momentem spotkania był rzut karny. Zawodnicy i trenerzy Piasta mieli wielki żal do sędziego o tę sytuację. Jak to było widać z boiska, z waszej perspektywy?
- Moim zdaniem karny był zasłużony. Piłka zatoczyła się w polu karnym, golkiper gości złapał Mariusza za nogi i uniemożliwił mu wbicie piłki do pustej bramki. Przy takim rezultacie co goście mogą zrobić? Pozostaje już tylko dyskusja z sędzią.
- Co mówiliście sobie w szatni w przerwie meczu? Gramy dalej swoje?
- Tak, dokładnie. Nie chcieliśmy w drugiej połowie stracić żadnej bramki, a dodatkowo jeszcze coś ustrzelić. Wpadły dwie ładne bramki i chwała nam za to.
- Między tobą a Piotrkiem Ćwielongiem toczy się ostra rywalizacja na lewej pomocy. Kto w meczu z Piastem przekonał do siebie trenera?
- Nie wiem. Nie chcę się na ten temat wypowiadać. Decyzje pozostawiam trenerowi. Na pewno cieszy to, że rywalizacja toczy się w całym zespole. I to czy ktoś wejdzie z ławki rezerwowych czy zagra od pierwszych minut, to umiejętności są wyrównane i nikt nie zawodzi.
- Żałujesz trochę, że sezon się kończy?
- Jasne. Zaczęliśmy wygrywać i szkoda, że obecnie nie walczymy o wyższe cele. Gdyby było jeszcze kilka kolejek, to powalczylibyśmy o baraże o Ekstraklasę, a może nawet o bezpośredni awans. Jeśli chodzi natomiast o moją osobę, to ja będę dalej walczył i mam nadzieję, że wywalczę sobie miejsce w pierwszej jedenastce. Są jeszcze dwa mecze. Wierzę, że zagram w nich od pierwszych minut.