Mariusz Śrutwa (napastnik Ruchu Chorzów):
- Jeżeli ktoś ma ambicje, to chce grać. Ja mimo 35 lat chcę grać i wygrywać z Ruchem. Chciałbym również trochę szacunku, ale niektórzy nie potrafią go zapewnić. Wielokrotnie powtarzałem, że jesteśmy drużyną, nie ważne co kto wymyśli i zrobi, my nią nadal będziemy. Dzisiaj udowodniliśmy to po raz kolejny, a takie tandetne zachowania życie wcześniej czy później wyrówna rachunki. Cieszmy się, bo wygraliśmy, strzeliliśmy pięć bramek i jak zapowiadaliśmy jest dzisiaj święto na Cichej. Należy się jednak duży szacunek dla Piasta, bo jest to naprawdę dobra drużyna. W sytuacji, gdy sędzia podyktował rzut karny, byłem może półtora metra od bramki. Kozik złapał mnie za nogi - był to taki odruch, bo chciał uchronić swój zespół przed utratą gola. Była to ewidentna jedenastka i jak najbardziej słuszna czerwona kartka. Do piłki podszedł Marcin Klaczka, bo ostatniego karnego wykonywał właśnie on [Marcin Klaczka strzelił bramkę w meczu Ruch - Szczakowianka - przyp. red.]. Trzymaliśmy się pewnych ustaleń i udało się. Nie ważne kto strzela, ważne że wygrywamy. Mamy przed sobą jeszcze dwa mecze i mogę zapewnić, że ich nie odpuścimy.
Piotr Ćwielong (pomocnik Ruchu Chorzów):
- Chciałem dzisiaj udowodnić trenerowi, że chcę grać. Ze składu wyleciałem za głupią żółtą kartkę i cieszę się, że udało mi się dzisiaj w krótkim czasie gry strzelić bramkę. Sytuacja z rzutem karnym i czerwoną kartką była decydująca. Później mieliśmy okazje i udało nam się dobić przeciwnika. Cieszę się, że wygraliśmy akurat z Piastem Gliwice, ponieważ to śląska drużyna. Ma to znaczenie dla kibiców, bo to my będziemy rządzić przez najbliższe pół roku.
Adam Kompała (pomocnika Piasta Gliwice):
- My graliśmy w dziesiątkę, a Ruch grał mądrze i nas wypunktował. Co tu dużo mówić, był po prostu lepszy. No cóż, niekiedy zdarzają się takie mecze. Przy stanie 1:0 prowadziliśmy grę, atakowaliśmy, a Ruch nie stwarzał żadnych sytuacji. My mieliśmy sytuacje bramkowe, ale jedna czerwona kartka ustawiła mecz. Szczerze powiedziawszy nie widziałem tej sytuacji. Myślałem, że Krzysiu Kozik ma tą piłkę w rękach, więc obróciłem się i biegłem do kontry. Nie wiem co się stało. W przerwie meczu łudziliśmy się, że można jeszcze odwrócić losy meczu, ale co zrobić, gdy przegrywa się 3:0 i gra się w dziesiątkę.