Wojciech Grzyb (pomocnik Ruchu):
- Nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że jest to dla nas wymarzony rezultat. Lepszy byłby wynik 2:0. Miałem świetną okazję, żeby podwyższyć prowadzenie, ale niestety nie udało się. W trudniejszej sytuacji piłka wpadła do siatki. Nie sposób nie cieszyć się z tego zwycięstwa. W naszej sytuacji, kiedy kilku meczów z rzędu nie wygraliśmy w lidze, to pucharowe zwycięstwo jest dla nas osłodą. Inna sprawa, że w tej edycji Pucharu Polski wygrywamy wszystko. Piąty mecz i piąte zwycięstwo.
Za wcześnie oceniać, czy trener Fornalik znalazł już sposób na poprawę sytuacji, aczkolwiek wiemy wszyscy doskonale, że często działa efekt tzw. "nowej miotły". Tutaj na pewno zadziałał. Szkoleniowiec ma świeże spojrzenie na drużynę. Każdy zawodnik ma czystą kartę i musi wywalczyć sobie miejsce. Wszystko jest jasne, nie ma piłkarzy, którzy są niepotrzebni. Każdy może w każdej chwili wskoczyć do składu i to zostało powiedziane. Myślę, że jest to zdrowe spojrzenie. Dzisiaj akurat przyniosło ono owoce i mamy nadzieję, że tak będzie również w lidze.
Absolutnie nie jesteśmy faworytem przed rewanżem. Wygraliśmy 1:0, ale to jest tak, jakbyśmy prowadzili 1:0 do przerwy. Legia to bardzo klasowy zespół, lecz dzisiaj akurat nie udało jej się zdobyć bramki. Przestrzegałbym przed hurraoptymizmem. Wystarczy, że nie stracimy bramki, ale to będzie bardzo trudne zadanie.
Krzysztof Pilarz (bramkarz Ruchu):
- Nie byliśmy faworytami dzisiejszego spotkania. Mimo wszystko sądzę, że takie nastawienie ułatwiło nam grę. Z dwóch występujących dzisiaj w Legii napastników zdecydowanie wolałem grę przeciwko Chinyamie - Piotr Rocki jest zawodnikiem dynamicznym, którego gry nie mieliśmy opracowanej równie dokładnie, co napastnika z Zimbabwe. Podstawowym przedmeczowym założeniem było zdobycie na Łazienkowskiej bramki. To zadanie wykonaliśmy.
Michał Pulkowski (pomocnik Ruchu):
- Wiedzieliśmy, że Legia od początku narzuci swój styl gry, jednak dzięki determinacji udało nam się skutecznie przeciwstawić. Urodziłem się w Warszawie, przez półtora roku trenowałem przy Łazienkowskiej, również z pierwszą drużyną. Pozostaję kibicem Legii Warszawa i nie zamierzam się tego wypierać, lecz grając w Ruchu zdążyłem się przyzwyczaić także do Śląska.
Grzegorz Baran (pomocnik Ruchu):
- Zastanawiamy się, czy Legia czasem nas dzisiaj zlekceważyła. W podstawowej jedenastce zabrakło np. Takesure'a Chinyamy oraz Miroslava Radovicia. Cieszymy się ze zwycięstwa - dzisiejszy mecz z pewnością podniesie nas na duchu, co może nam pomóc przed kolejnym spotkaniem z Lechem w Poznaniu. Ruch skupia się na obronie przed spadkiem, rozgrywki o Puchar Polski traktujemy jako pewien dodatek.
Martin Fabusz (napastnik Ruchu):
- Od początku zagraliśmy dobrze w defensywie. Wiedzieliśmy jakie są atuty Legii. Przy golu mieliśmy trochę szczęścia. Z drugiej strony znakomicie zaprezentował się nasz bramkarz. Gospodarze mieli swoje sytuacje, ale nie potrafili ich wykorzystać. Teraz mamy bardzo dobrą sytuację przed rewanżem.
Inaki Descarga (obrońca Legii):
- Ten mecz był nieprawdopodobny. Czy na bramce Ruchu stał Iker Casillas? Golkiper gości wyprawiał cuda na bramce. Piłka nie chciała wpaść do siatki, a nasi rywale stworzyli jedną okazję, którą potrafili wykorzystać. Mamy jeszcze rewanż za tydzień i musimy zrobić wszystko, żeby wygrać w Chorzowie. Nie będzie łatwo, ale chcemy wybrnąć zwycięsko z tej sytuacji.
Marcin Komorowski (obrońca Legii):
- O naszej porażce zadecydowała nieskuteczność. Przyznam, że nie pamiętam meczu, w którym jedna drużyna miałaby tak dużą przewagę i go przegrała. Pierwsza połowa w naszym wykonaniu nie była najlepsza. W drugiej przycisnęliśmy rywala, ale nie miało to żadnego wpływu na wynik końcowy. Szkoda, że tak się to ułożyło, ale mamy jeszcze rewanż.
źródło: Niebiescy.pl / nSport / legia.com