Podczas meczu z Polonią Warszawa nie tylko piłkarze pokazali się z fatalnej strony. Na słabą ocenę zasłużyli również organizatorzy spotkania.
Nie sposób zauważyć, że od kilku miesięcy sytuacja finansowa Ruchu Chorzów robi się coraz trudniejsza. Nic więc dziwnego, że działacze szukają cięć w wydatkach. Wczorajsze spotkanie pokazało, że zaciskanie pasa odbiło się również na organizacji meczu.
A zaczęło się od... uzyskania przez działaczy zgody z Komisji Ligi na nieprzyjmowanie kibiców gości. W oficjalnym komunikacie podano, że powodem takiej decyzji, są prace remontowe przeprowadzane na Stadionie Śląskim. Co bardziej dociekliwi kibice mogli się jednak w sobotę przekonać, że żadnego remontu na obiekcie nie ma... Co więc daje klubowi takie postępowanie? Przede wszystkim wynajęcie mniejszej ilości ochrony, a zapewne również niższe koszty wynajmu stadionu.
Z perspektywy przeciętnego kibica Ruchu, który przyszedł na mecz z Polonią Warszawa nie powinno to mieć jednak większego znaczenia. A jednak, ze względu na wspomniane ograniczenia finansowe, sprzedaż biletów przed meczem odbywała się w zaledwie dwóch kasach (!) przy bramie nr 6, zaś wejście na stadion było wyznaczone przy bramie nr 7.
Co prawda, kilka dni wcześniej klub prowadził przedsprzedaż biletów, ale nie zwalnia to organizatorów od tego, by dystrybucję wejściówek przed meczem ograniczyć do minimum. Taka polityka włodarzy klubu spowodowała spore zamieszanie pod stadionem, w efekcie której kilkuset kibiców w trakcie meczu pozostawało poza bramami obiektu. Co gorsza, wielu sympatyków, w tym rodzice z dziećmi, rezygnowało z oglądania meczu i wracało do domów.
Kibice, którzy zakupili wcześniej bilet i weszli na stadion byli kierowani na trybunę górną. Tam też został umiejscowiony młyn, na którym pojawiła się nowa flaga "ŁÓDZKI WIDZEW – CHORZOWSKI RUCH". Sytuacja pod stadionem spowodowała, że doping od początku meczu był skierowany w stronę działaczy. Śpiewy "Wpuśćcie kibiców...", "Piłka nożna dla kibiców" czy "Nie ma Ruchu bez kibiców" były intonowane niemal na okrągło. W tym czasie atmosfera przed stadionem robiła się coraz bardziej gorąca i to bynajmniej nie ze względu na słoneczną pogodę.
Po 10 minutach meczu kibice będący na stadionie w pełni solidarnie zaczęli opuszczać trybuny. – Wszyscy albo nikt! – niosło się po obiekcie. W tym czasie przy bramie nr 6 kibice stojący przed stadionem zaczęli rzucać w ochroniarzy kamieniami. Pracownicy Scorpiona przez kilka minut przetrzymywali opór, ale szybko spasowali, gdy zobaczyli, że z trybun "na pomoc" nadbiega bardzo liczna grupa kibiców. Ostatecznie kilkuset kibiców weszło na stadion z bramą, nie płacąc za wejście ani grosza.
Po zajęciu miejsc na trybunach kibice na nowo rozpoczęli doping. Od razu trzeba dodać, że był on tego dnia prowadzony na najwyższym poziomie! Głośny śpiew, dobra gra bębniarzy, a po strzelonej bramce ściągnięcie koszulek – fanatyzm na całej linii :-) Możecie to zobaczyć w przygotowanych przez nas
filmikach
Przy takim dopingu piłkarze powinni zgarnąć komplet punktów, a niestety zanotowali kolejną porażkę. Po meczu podeszli oni pod sektor, a kibice zaśpiewali "Moja jedyna miłość, to Niebiescy...".
Wiosenne mecze pokazały, że Stadion Śląski ewidentnie nie służy naszemu klubowi. Zapewne większość z nas wolałaby wrócić na Cichą. Ale niestety, to właśnie na chorzowskim gigancie przyjdzie nam rozegrać jeszcze kilka spotkań i dobrze byłoby, aby zarówno piłkarze, działacze, jak i kibice zrobili wszystko, żeby tego obiektu źle nie wspominać.
źrodło: Niebiescy.pl