Robert Jończyk, trener Zagłębia Lubin, wczoraj wylądował na dywaniku u prezesa klubu Pawła Jeża i dyrektora sportowego Jakuba Jarosza. Ustalono, że szkoleniowiec, który w lidze przegrywa ostatnio wszystko, poprowadzi drużynę w spotkaniu pucharowym z Ruchem.
Trudno się jednak spodziewać, że piłkarze Zagłębia wyeliminują chorzowian. "Niebiescy" wygrali u siebie 3:0 i są niemal pewni awansu do półfinału. To bardzo podbudowało wszystkich na Cichej. Od kilku miesięcy w Chorzowie panuje przeświadczenie, że zgarnięcie głównego trofeum w Pucharze Polski otworzy przed klubem nowe możliwości. - Wiadomo, że na Górnym Śląsku ze sponsorami teraz krucho - stwierdza menedżer Dariusz Gęsior, który po zwycięstwie w finale z GKS Bełchatów (1:0) zdobył w 1996 r. Puchar Polski. Strzelił nawet zwycięskiego gola.
- Wtedy nic nie skorzystaliśmy na tym finansowo, ale teraz są inne czasy. Proszę jednak nie myśleć, że dla nas ten puchar to jakaś ostatnia deska ratunku. Zapewniam, że tak źle to z nami nie jest. Pieniądze z Canal Plus pozwalają nam na spokojne utrzymanie dotychczasowej kadry. My chcielibyśmy jednak zrobić coś więcej. Europejskie puchary to nowe możliwości. Może, gdybyśmy wywalczyli do nich przepustkę, to ktoś by się nami zainteresował i zyskalibyśmy dodatkowe środki. Takie, które pozwoliłyby nam zatrudniać drogich i dobrych piłkarzy - podkreśla Gęsior.
źródło: Przegląd Sportowy