W miejsce pauzującego za żółte kartki Tomasza Balula, w spotkaniu z Finishparkietem Nowe Miasto Lubawskie zagrał
Marcin Kośmicki. Był to pierwszy występ obrońcy Ruchu Chorzów przed miejscową publicznością.
- Wydawało się, że pokonacie Finishparkiet, a tymczasem podzieliliście się punktami.
- W tym meczu zasłużyliśmy na zwycięstwo. Ale zespół który chce grać o zwycięstwo nie może popełniać takich błędów w defensywie, jak miało to miejsce dzisiaj. Straciliśmy dwie frajerskie bramki i wynik jest taki, jaki wszyscy widzimy.
- Jak ocenia pan swój występ przed chorzowską publicznością?
- Od oceniania jesteście wy – dziennikarze, kibice oraz trenerzy. Ja nie mam powodów do hurraoptymizmu. Jestem po ciężkiej kontuzji kręgosłupa i myślę, że z spotkania na spotkanie może być tylko lepiej. Jeśli trener da mi szansę, to na pewno wejdę w ten rytm meczowy. Przyznam, że po takiej kontuzji będzie mi niezmiernie ciężko, bo ja walczę nie tylko z przeciwnikiem ,ale również ze sobą.
- I z kolegami z drużyny o miejsce w składzie...
- Nie chciałbym jeszcze mówić o rywalizacji, bo nie jestem jeszcze w pełnej dyspozycji. Teraz zastąpiłem Tomka Balula, bo ma żółte kartkę i jeśli trener nie wystawi mnie w następnym spotkaniu, to nie będę miał pretensji. Wiem ile mam jeszcze pracy przed sobą do tego aby dojść do dobrej dyspozycji. I kiedy tak się stanie, to wtedy będę mógł mówić o zdrowej rywalizacji, którą podejmę z kolegami z bloku defensywnego.
- Czy przez to, że sędzia tak często przerywał wam grę pojawiło się w waszych szykach zwątpienie w odniesieniu zwycięstwa?
- Ja ze swojej strony nie widziałem tego czy były te spalone czy nie...
- Sebastian Nowak wcześniej powiedział, że z jego perspektywy spalonych nie było widać...
- To mogę mu tylko pozazdrościć wzroku. Ja na swój wzrok nie narzekam, ale wiem tylko po reakcji ławki, że trenerzy nerwowo reagowali na decyzje sędziego. Widziałem, że Piotr Ćwielong jest za plecami obrońców i że w momencie podania wyprzedzał ich, ale czy któryś z zawodników Ruchu nie był na spalonym, to już mi ciężko ocenić. Jeśli zobaczę na video, to będę mógł coś więcej powiedzieć, a tak, na gorąco nie chciałbym osądzać poczynań arbitra. Wina leży po naszej stronie, bo wróciliśmy po dalekiej podróży przy 0:1, potem trafiliśmy na 2:1 i powinniśmy utrzymać wynik do końca.