To, co piłkarze z tak wielkim trudem wywalczyli w meczu ze Śląskiem, zostało zaprzepaszczone przez jeden błąd - złą interpretację przepisów. Środowe spotkanie Pucharu Ekstraklasy
zostało zweryfikowane jako walkower 3:0 na korzyść wrocławian.
Szkoleniowiec "Niebieskich", Bogusław Pietrzak nie ma wątpliwości, że winę za odebranie zwycięstwa Ruchowi ponosi kierownik chorzowskiego zespołu, Andrzej Urbańczyk. - W każdym klubie za takie sprawy odpowiada kierownik drużyny. To niedopatrzenie, ludzki błąd... To wszystko, co mogę na ten temat powiedzieć - mówi trener.
Andrzej Urbańczyk nie kryje, że zdaje sobie sprawę z konsekwencji, jakie niesie za sobą popełniony błąd. - Wiem, że prawdopodobnie wszystko skupi się na mnie... Przepisy są jednak dosyć niejasne... - próbuje się tłumaczyć kierownik, który dopatrzył się podobnych zmian w meczach Pucharu Ekstraklasy z udziałem Odry Wodzisław. Tam również zdarzyły się cztery zmiany w trakcie gry. Tyle, że miało to miejsce przed 26 września, kiedy to zmienił się regulamin rozgrywek PE. - Jestem tu od dwóch miesięcy, nie wszystko byłem w stanie ogarnąć... Na swoje usprawiedliwienie mogę jedynie powiedzieć, że to był mój pierwszy mecz Pucharu Ekstraklasy - dodaje Urbańczyk.
Takim obrotem sprawy są załamani sami piłkarze, których najbardziej dotyka decyzja o walkowerze. - Cały nasz wysiłek poszedł na marne. Zagraliśmy bardzo dobre spotkanie i ten mecz nie tylko mógł być sporym krokiem w kierunku awansu do półfinału, ale także mógł dodać nam pewności w meczach ligowych - mówi Grzegorza Baran, pomocnik chorzowian. - Nie zrzucałbym całej winy na kierownika, bo nie on sam siedzi na w naszej ławce. Dziwne, że nikt nie wiedział o tym przepisie - mówi Rafał Grodzicki, obrońca "Niebieskich".
W chorzowskiej drużynie mało kto w tej sytuacji wyobraża sobie możliwość odrobienia strat. Chorzowianie musieliby wygrać 4-0. - Albo zwyciężyć 3-0 i doprowadzić do rzutów karnych. To sport, więc wszystko jest możliwe, ale bądźmy realistami i nie ukrywajmy, że to bardzo trudne zadanie - dodaje popularny "Grodek". - Poczekajmy z oceną całej sytuacji do poniedziałku, wszystko wyjaśni się po końcowym gwizdku drugiego meczu. To na pewno nie jest komfortowa sytuacja, ale jeśli nie będziemy wierzyli, to oczywiście nie odrobimy tych strat. Moje w tym zadanie, aby odpowiednio nastawić i zmobilizować zespół, aby ten powalczył o zrealizowanie tego celu - dodaje Pietrzak.
Straty, jakie Ruch może ponieść przez błąd ze zmianami, mogą być bardzo dotkliwe. Za awans do półfinału PE chorzowski klub mógłby otrzymać 100 tys. zł i mieć szansę na zainkasowanie kolejnych 200 tys. zł za awans do finału rozgrywek. Nie wspominając już o tym, że zdobywca tego trofeum zgarnie 600 tys. zł. - W dobie kryzysu finansowego i sytuacji naszego klubu można bardzo mocno żałować tej sytuacji. To bardzo kosztowny błąd. Pieniądze, które Ruch mógł zarobić, przeszły nam przed nosem... - dodał Baran.
źródło: Sport