Dobra pierwsza połowa, pełna nerwów i niewymuszonych błędów druga, a ostatecznie nieco szczęśliwe zwycięstwo nad Śląskiem Wrocław - tak wyglądał pierwszy mecz ćwierćfinału Pucharu Ekstraklasy w wykonaniu chorzowskiego Ruchu.
Choć owy puchar nie jest - przynajmniej na chwilę obecną - zaliczany do rozgrywek prestiżowych, to gra w nim staje się coraz to bardziej opłacalna. Stawką dwumeczu ze Śląskiem Wrocław jest dla piłkarzy Ruchu nie tylko awans do półfinału rozgrywek, ale także 100 tysięcy złotych. Taką premię "Niebiescy" mogą zainkasować za wyeliminowanie wrocławian i po pierwszym, wyjazdowym spotkaniu są blisko celu. - Liczymy na to, że będziemy w półfinale - Marcin Nowacki nie ukrywa aspiracji chorzowskiej jedenastki.
Pierwszym graczem, który stworzył zagrożenie pod bramką rywala był Marcin Zając, zastępujący na prawej flance kontuzjowanego Wojciecha Grzyba. Choć w teorii "Kicaj" operował na prawym skrzydle, to często można było zobaczyć go w pierwszej linii. Efektem tego już w pierwszych 10 minutach meczu "szybki jak kawasaki" zawodnik dwukrotnie zagroził Wojciechowi Kaczmarkowi. Pierwszy strzał nie sprawił golkiperowi gospodarzy najmniejszych problemów, lecz przy kolejnym uderzeniu - w "okienko" bramki - piłka zatrzepotała w siatce. Niedługo potem chorzowianie mogli podwyższyć prowadzenie za sprawą Martina Fabusza. Słowacki wieżowiec z kilku metrów uderzył mocno, ale rozpaczliwie interweniujący Kaczmarek sparował futbolówkę na rzut rożny.
Tempo spotkania było nader żwawe. Sytuacja na boisku zmieniała się jak w kalejdoskopie, zaś sytuacji na uzyskanie trafienia nie brakowało na obydwu połowach. W pewnym momencie obrona Ruchu kompletnie się pogubiła i o mały włos ekipa z Wrocławia wykorzystałaby to. Najpierw zza pola karnego "kropnął" Remigiusz Sobociński (skutecznie interweniował wyciągnięty jak struna Matko Perdijić), zaś w odstępie kilkudziesięciu sekund Marek Gancarczyk dwukrotnie próbował znaleźć drogę do bramki. Na jego drodze stanęła poprzeczka, a po chwili słupek! Gdy wydawało się, że wyrównanie jest kwestią czasu, Nowacki kapitalnie uruchomił kilkudziesięciometrowym, prostopadłym zagraniem Zająca, a ten świetnie "skleił" piłkę do nogi i efektowną "podcinką" zdobył drugą bramkę.
Śląsk starał się strzelić gola kontaktowego, ale Sebastian Mila (siał ferment w polu karnym Ruchu zwłaszcza wykonując rzuty wolne) i wspomniany wcześniej Marek Gancarczyk mieli środowego wieczora źle wyregulowane celowniki. Na przerwę goście schodzili z dwubramkowym prowadzeniem, a na plac gry powrócili z postanowieniem utrzymania niezwykle korzystnego rezultatu. W defensywie poczynali sobie jednak bardzo niefrasobliwie i sami prowokowali wiele groźnych sytuacji we własnej "szesnastce". Między słupkami dwoił się i troił Perdijić (był to jeden z jego lepszych występów w niebieskim trykocie), natomiast aż raziła nieporadność i brak argumentów ofensywnych Ruchu.
Końcowe minuty meczu przypominały regularną bitwę, w której nie brakowało ostrych starć i niesportowych zachowań. Zespół Ryszarda Tarasiewicza przeważał niemal całą drugą partię, co w końcu przyniosło skutek - lukę na tyłach chorzowskiego zespołu wykorzystał rezerwowy Kamil Biliński, który trafiając na 1:2 wlał w serca kibiców Śląska nadzieję na awans. Asystujący przy bramce Mila jest pewny umiejętności swoich i kolegów z zespołu. - Przegraliśmy bitwę, ale nie wojnę. Pojedziemy do Chorzowa, wygramy tam różnicą dwóch bramek i awansujemy dalej - stwierdził.
Rewanż rozegrany zostanie w najbliższy poniedziałek o godzinie 18:00 na Stadionie Śląskim.
Zapraszamy do przeczytania naszej
relacji LIVE
Śląsk Wrocław 1:2 (0:2) Ruch Chorzów
Bramki: Biliński 86' - Zając 10', Zając 25'
Żółte kartki: Mila - Jakubowski, Kieruzel, Sobiech, Balaz, Grodzicki
Składy:
Śląsk: W. Kaczmarek - Celeban, Fojut, Pawelec, Cap (46' Wołczek) - M. Gancarczyk, Ulatowski, Mila, Klofik (46' J. Gancarczyk) - Sobociński (69' Biliński), Sotirović (46' Dudek).
Rezerwowi: Trojan, K. Kaczmarek, Tymiński.
Ruch: Perdijić - Jakubowski, Grodzicki, Kieruzel, Nykiel - Zając, Baran, Nowacki (87' Mizgajski), Balaz (89' Janoszka) - Fabusz, Jezierski (35' Sobiech, 90' Szczypior).
Rezerwowi: Pilarz, Babiarz.
Sędzia: Adam Lyczmański (Bydgoszcz)
Widzów: 3.000
źródło: Niebiescy.pl