Ireneusz Adamski jeszcze niewiele ponad miesiąc temu był "na aucie". Klub wystawił go na listę transferową i przesunął do zespołu Młodej Ekstraklasy. Teraz znów jest podstawowym obrońcą.
Jesienią Ireneusz Adamski grał w chorzowskim zespole rzadko. Doświadczony obrońca zaprezentował się ledwo w sześciu spotkaniach ekstraklasy i na boisku miał okazję przebywać jedynie w samych końcówkach. To zupełnie odmienna sytuacja od tej sprzed roku, gdy występował regularnie (25 rozegranych spotkań) w obronie Ruchu. W przerwie zimowej głośno mówiło się nawet o tym, że piłkarz będzie musiał odejść z Cichej i poszukać sobie nowego pracodawcy. W grę wchodziło podobno przejście do GKS Katowice, jednak ostatecznie piłkarz pozostał w Chorzowie. Wpłynął na to "wariant oszczędnościowy" wprowadzony w Ruchu, który zakładał nie tylko brak zimowych wzmocnień, ale także osłabienie kadry (vide odejście Macieja Scherfchena). Kilka dni przed wylotem na zgrupowanie do Alanyi Adamski został więc przywrócony do pierwszej drużyny. - Mam zamiar przekonać trenera, że warto na mnie stawiać. Jestem gotowy do gry w pierwszym zespole - jeszcze w Turcji opowiadał piłkarz.
Jednak na inaugurację rozgrywek wiosennych 35-letni obrońca rywalizację o miejsce w wyjściowej jedenastce przegrał nie tylko z Maciejem Sadlokiem i Rafałem Grodzickim. Na spotkanie z Górnikiem Zabrze wyszedł dopiero z ławki rezerwowych i to mimo faktu, że ten drugi pauzował za żółte kartki. Jeszcze gorzej było tydzień później, w meczu z Lechią Gdańsk, w którym doświadczony stoper nie zagrał ani minuty. Tym większe było zdziwienie, kiedy w meczu z Polonią Bytom, pod nieobecność Macieja Sadloka, "Adams" pojawił się w wyjściowym składzie Ruchu. - Myślę, że udało mi się udowodnić trenerowi i kibicom, że warto na mnie stawiać - mówi piłkarz.
Po świetnym spotkaniu z bytomianami nie było wątpliwości, że Adamski zagra też w spotkaniu Pucharu Polski przeciwko Zagłębiu Lubin. I znowu jego postawa na boisku mogła napawać optymizmem. Ale już w potyczce z Odrą w poczynaniach "Adamsa" widać było sporo nerwowości. Doświadczony stoper, jak i reszta defensywy Ruchu, często popełniał proste błędy. - W całym zespole widoczna była jakaś dziwna nerwowość. Zwycięstwo pozwoliłoby nam grać w kolejnych potyczkach na większym luzie. Niestety, przez własne, proste błędy kilka razy stworzyliśmy bałagan pod własnym polem karnym i wodzisławianie to wykorzystali - opowiada chorzowianin. - Teraz musimy przeanalizować to spotkanie, a w kolejnym - z Cracovią - zagrać na sto procent możliwości.
Według Adamskiego spore znaczenie będą miały roszady w składzie, jakich Bogusław Pietrzak może dokonać w dwóch spotkaniach Pucharu Ekstraklasy ze Śląskiem Wrocław. - To dla trenera świetny moment, aby wypróbować różne warianty ustawienia. Kto ten test zda pozytywnie, ten będzie grał w następnych meczach ligowych - dodaje stoper, którego kontrakt z Ruchem wygasa z końcem czerwca.
źródło: Sport