Najstarsze Derby? Klasyk? Wojna? - Skończmy ze sztucznym podbijaniem emocji. Sportowy język nie toleruje patosu, od niego tylko krok do śmieszności - przestrzega profesor Jan Miodek, znany językoznawca i wielki kibic niebieskich.
Po sukcesie zeszłorocznych Wielkich Derbów Śląska klubowi specjaliści od marketingu uwierzyli, że chwytliwa nazwa meczu piłkarskiego może mu przydać rangi. I tak w Katowicach wymyślono, że pucharowa rywalizacja GKS-u z Górnikiem to "Śląski Klasyk". W Bytomiu pogrzebano w archiwach i zakomunikowano, że mecz Polonii z Ruchem to nic innego jak "Najstarsze Derby Śląska". A nie zapominajmy jeszcze o "Świętej Wojnie", która to jeszcze w poprzednim sezonie określała rywalizację Zagłębia Sosnowiec z niebieskimi.
Śląsk reprezentuje w ekstraklasie pięć drużyn, więc można się spodziewać, że "derbów", "klasyków" i innych niecodziennych batalii będzie przybywać.
W sobotę Ruch gra na Stadionie Śląskim z Odrą. Klub z Wodzisławia już raz został pouczony, że jego potyczki z zespołami z Katowic, Zabrza czy Chorzowa to żadne derby. Cztery lata temu przed meczem w Zabrzu Zbigniew Koźmiński, ówczesny prezes Górnika, wypalił w "Gazecie": - Prawdziwe derby to te z Ruchem czy GKS-em. Dla nas zwykły ligowy mecz, a Odra derby to może rozgrywać z ROW-em Rybnik.
Prof. Miodek radosnej twórczości marketingowców przygląda się z niepokojem. - Stanisław Tym stwierdził kiedyś, że język sprawozdawców sportowych nie budzi kontrowersji tylko wtedy, gdy jest zwyczajny, prosty. Nie grzeszmy nadmiernym patosem. Gdy relacja sportowa próbuje udawać poemat, to staje się śmieszna. I tak odbieram wszystkie sztuczne sposoby na ubarwienie rywalizacji śląskich drużyn - mówi prof. Miodek.
Językoznawca w pełni akceptuje tylko Wielkie Derby Śląska. - Takie określenie rywalizacji dwóch najbardziej utytułowanych śląskich klubów funkcjonuje od dawna. Zrodziło się w czasach, gdy Ruch i Górnik zawzięcie rywalizowały o prymat w liczbie mistrzowskich tytułów - mówi prof. Miodek.
Profesora zaciekawiła informacja o "Najstarszych Derbach Śląska". - To określenie nie budzi mojego wielkiego sprzeciwu. Chociaż zdaję sobie sprawę, że przed meczami Polonii z Ruchem były też inne śląskie potyczki - dodaje. "Śląski Klasyk"? - To jakiś dziwoląg. A czemu nie "Górniczy Klasyk"? Skończmy też z tą "Świętą Wojną", która przyszła do nas z Krakowa. "Święta Wojna" jest zarezerwowana dla rywalizacji Wisły z Cracovią. Nie podgrzewajmy niezdrowej rywalizacji pomiędzy Śląskiem i Zagłębiem. Komu to służy? - pyta profesor.
Mecze Ruchu z Odrą nie mają na razie żadnej etykietki. - Z zaciekawieniem obserwujemy kolejne mutacje Wielkich Derbów Śląska, ale ścigać się nie zamierzamy. Mam wrażenie, że to zjawisko może doprowadzić do tego, że marka WDŚ straci na znaczeniu - mówi Marzena Mrozik. Dyrektor klubu ds. marketingu przyznaje jednak, że Ruch też stosował podobny chwyt. - Przy okazji spotkania z Widzewem mówiliśmy o Wielkim Meczu Przyjaźni, a to dlatego, że kibice obu klubów darzą się sympatią i szacunkiem.
- Ruch gra z Odrą i to wszystko. Marketingowa otoczka nie spowoduje, że wzrośnie poziom widowiska - sądzi profesor, który przeczuwa, że koniec rozgrywek rozczaruje wielu śląskich kibiców. - Boję się, że Śląsk straci drużynę w ekstraklasie, może nawet niejedną. A mój Ruch? Jego gra też mnie martwi. Dobrze, że ostatnio zaczęli strzelać gole, bo też indolencja pod bramką rywala zawsze smuciła mnie najbardziej - kończy profesor.
źródło: Gazeta Wyborcza Katowice