Gdy zimą przychodził do Ruchu Chorzów nie spodziewał się, że od początku rundy wiosennej nie zagra w ani jednym spotkaniu ligowym. 27-letni
Przemysław Norko jak dotąd nie zasiadł nawet na ławce rezerwowych, a wszystkie mecze „Niebieskich” musiał oglądać z trybun. A wszystko przez jeden, zagubiony certyfikat z federacji albańskiej, bez którego bramkarz Ruchu o grze może tylko pomarzyć.
- Rozgrywki powoli chylą się ku końcowi, a kibice Ruchu jeszcze nie mieli okazji oglądać pana w grze. Jakoś nie dana jest panu gra w drużynie „Niebieskich”.
- Rzeczywiście nie mogę zagrać w zespole Ruchu, ale oczywiście jest to związane z kwestiami formalnymi. Moje dokumenty [z Albanii – przyp. serwis] jeszcze nie dotarły i cały czas czekamy na odzew z Międzynarodowej Federacji Piłki Nożnej. Terminy w sprawie przesłania mojego certyfikatu są co chwila przesuwane. Najpierw miało to być 20-ego kwietnia, później 27-ego, a ostatnim terminem był 3 maj. Dokumentu jak nie było, tak nie ma i jedyne co mi pozostaje to trenować z drużyną i cierpliwie czekać.
- Często zadaje pan sobie pytanie: ile jeszcze mogę czekać?
- Oczywiście, ale ja nie mam na to wpływu. Wszystko zależy od tego jak FIFA rozwiąże ten problem. Przyznam, że to czekanie trwa już zbyt długo i w klubie wszyscy chcieliby, aby moja sprawa została jak najszybciej pozytywnie zakończona.
- Jak pan ocenia tą całą sytuację? Denerwuje to pana czy może zdążył się pan już do tego przyzwyczaić i ze spokojem spojrzeć na to wszystko?
- Uznaję jedną rzecz: jeżeli coś jest uzależnione ode mnie , to miewam sytuacje kiedy się denerwuję. W tej sprawie ja nie mam nic do gadania. Wiadomo, że człowiek chce wrócić jak najszybciej do gry i być do dyspozycji trenera, ale na razie jest jak jest. Ze spokojem czekam na swą kolej, bo i tak niczego nie mogę zmienić.
- Przed rundą wiosenną spodziewał się pan takiego obrotu sprawy?
- Nie, absolutnie nie. Przychodząc do Ruchu miałem i dalej mam dokument stwierdzający, że jestem wolnym zawodnikiem (z dniem 31 grudnia 2005 roku). Okazuje się, że nastały jakieś problemy, wynikające nie z mojej winy, ale z winy federacji albańskiej.
- Ogląda pan spotkania z trybuny, ale zapewne widziałby się pan na boisku. Mecz z Heko Czermno to chyba najlepszy przykład.
- Ja nie jestem od oceniania gry poszczególnych zawodników. Życie bramkarza jest takie, że czasem popełnia błędy, a czasem zostaje bohaterem spotkania.
- Jak jest obecnie z pana formą?
- Ciężko mi na to pytanie odpowiedzieć. Na pewno wszystko idzie w dobrym kierunku, ale wszystko zostanie zweryfikowane wówczas, kiedy pojawię się na boisku.
- A kiedy to może nastąpić? Czy uda się panu wystąpić jeszcze w tym sezonie przed chorzowską publicznością?
- Nie wiem. Jeżeli przyjdą dokumenty, to wtedy będę mądrzejszy.
- Pewnie zmierza pan teraz do pokoju dyrektora Mosóra, by dowiedzieć się czegoś więcej? (Z piłkarzem rozmawiamy na korytarzu klubowym)
- Tak, zawszę tam idę przed treningiem licząc na to, że może wszystko już jest załatwione.
(Po 10 minutach, po wizycie u dyrektora)
- Niestety nadal nic nie przyszło, ale dyrektor powiedział, że najpóźniej w następnym tygodniu powinienem już być zatwierdzony do gry.