Po tym, jak Marcin Zając nie pojechał do Gdańska na mecz ligowy z Lechią, w mediach zaczęły pojawiać się pogłoski, iż najdroższy zawodnik chorzowskiego Ruchu jest skłócony ze swoimi pracodawcami. Powodem tarć na linii Zając - działacze miały być zaległości w wypłacaniu pieniędzy z kontraktu.
Jaki był powód Pana absencji podczas ostatniego spotkania z Lechią?
Marcin Zając: - Nie tak dawno przebyłem kontuzję i doszliśmy z trenerem do wniosku, że zbyt krótko trenuję i nie jestem w pełni dysponowany. Uczestniczyłem w zajęciach tylko przez dwa dni, na boisko wyszedłem dwukrotnie. Generalnie z moim zdrowiem już wszystko jest w porządku, ale lepiej było, aby do Gdańska pojechali gracze, którzy trenowali przez cały tydzień.
Czyli należy przez to rozumieć, że żadnego konfliktu z włodarzami klubu nie ma?
- Starczy już tego, mam dosyć! Co chwilę wysłuchuję, że jestem skłócony z działaczami. Dajmy już temu spokój! Prawda jest taka, że nikt nie pofatygował się do klubu ani do mnie, by całą sprawę wyjaśnić. Za to w telewizji czy gazetach cały czas pojawiają się takie informacje. Najlepiej jest coś wymyślić i prezentować niepotwierdzone informacje. Nie ma żadnego konfliktu. Powtarzam raz jeszcze - doszliśmy trenerem do wniosku, że nie jestem na tyle zregenerowany, by pomóc zespołowi.
Jest szansa na występ Marcina Zająca w Bytomiu?
- Nie przepracowałem całego zeszłego tygodnia, teraz nadrabiam te zaległości. Muszę też wywalczyć sobie miejsce w składzie, a przecież wcale nie przyjdzie to łatwo.
Jak ocenia Pan wznowienie ligowych rozgrywek w wykonaniu Ruchu?
- Na pewno nie jest to dla nas dobra inauguracja. Po dwóch ostatnich meczach punktów na konto nie przybyło, więc teraz trzeba wyciągnąć z tych porażek wnioski i postarać się swój dorobek poprawić. W tabeli jest coraz ciaśniej i wiele drużyn nie może być pewnych swojego bytu w ekstraklasie. Dlatego też musimy szukać punktów po to, by w maju grać ze spokojem i pewnością, że pozostaniemy wśród najlepszych.
Rozmawiał: Mayday (Niebiescy.pl)