Jego największym marzeniem była gra w pierwszym zespole Ruchu. Niezależnie od klubu w jakim grał zawsze pokazywał, że jest wienym kibicem "Niebieskich".
Wojciech Grzyb jest dziś podstawowym piłkarzem chorzowskiej jedenastki. W meczu z Heko zaliczył dwie wspaniałe asysty, czym udokumentował swoje zasługi w zdobyciu jakże ważnych punktów.
- Dzisiejsze spotkanie chyba nareszcie można zaliczyć do udanych?
- Spotkanie na pewno ocenię pozytywnie, bo przede wszystkim wynik jest fajny. Są to ważne trzy punkty, bo odskakujemy od dzisiejszego przeciwnika. Poza tym ważne jest ono pod względem psychicznym. Po tych trzech porażkach zespół był w dołku. Odnieśliśmy szczęśliwe zwycięstwo w Polkowicach, a dzisiaj potwierdziliśmy, że w ostatnim okresie jesteśmy na fali zwyżkującej. Trzeba to będzie potwierdzić w Ostrowcu Świętokrzyskim.
- Zaliczyłeś dzisiaj dwie ważne dla zespołu asysty.
- Muszę przyznać, że była okazja, aby dograć po raz trzeci. Zabrakło jednak troszeczkę sił, umiejętności, a może wszystkiego po trochu. Aczkolwiek bardziej mam dzisiaj pretensje, że nie strzeliłem bramki. Piłka, którą dostałem od "Mikiego" była naprawdę pierwszej klasy i mogłem lepiej uderzyć z woleja. Szkoda, że nie było honorowego trafienia, ale muszę się cieszyć z tych dwóch asyst, bo ważne jest dla mnie, aby zrobić coś dla zespołu i dzisiaj się to udało.
- Z pewnością chciałbyś strzelić gola, aby usłyszeć jak kilka tysięcy kibiców krzyknie Grzyb.
- Muszę przyznać, że marzę o tym momencie. Już ostatnio powtarzałem, że nie jestem zawodnikiem bramkostrzelnym, ale zawsze w każdym sezonie zdobywam jedną czy dwie bramki. Gram teraz w moim klubie i naprawdę chciałbym to usłyszeć. Może będzie to w następnym, a może dopiero kolejnym meczu przed własną publicznością? Na razie pozostaje to w sferze moich marzeń aczkolwiek to czy ja strzelę bramkę nie jest najważniejsze. Liczy się to, żeby ktoś tę bramkę strzelił i abyśmy zapisali kolejne trzy punkty do naszego dorobku.
- Gdy schodziłeś z boiska, pokazałeś że masz "eRkę" w sercu, co jest naprawdę imponujące.
- Nie spodziewałem się, że schodząc dostanę tak wielkie brawa. Chciałem w ten sposób podziękować i oddać kibicom to, że gramy dla nich. "eRka" jest naprawdę w moim sercu. Nie będę się skłaniał do gestów innych zawodników i ją całował. Pokazałem, że jest ona w dobrym miejscu, bo po lewej stronie, tam gdzie serce. Podziękowałem kibicom za fajny doping w tym meczu i za to, że pożegnali mnie taką owacją.
- Do Ostrowca Świętokrzyskiego jedziecie po zwycięstwo czy raczej po remis?
- KSZO to wymagający przeciwnik. Nie będą minimalistą i nie powiem, że jedziemy tam tylko po to, aby nie przegrać. Mecz pokaże jak będziemy odbierali wynik, który tam uzyskamy, bo może się zdarzyć, że remis będzie nas zadowalał. Czasami bierze się punkt w ciemno, a po końcowym gwizdku żałuje się, że nie zgarnęło się trzech. Jedziemy, aby rozegrać tam dobry mecz, przynajmniej taki jak dzisiaj. Myślę, że ustrzegniemy się błędów, które zdarzyły nam się w tyłach i będziemy zadowoleni z wyniku, który tam osiągniemy.
- Jest to podobna sytuacja do wyjazdu na ŁKS. Wówczas łodzianie byli liderem, a KSZO na chwilę obecną zajmuje drugą lokatę.
- Z pewnością ostrowczanie będą faworytem. Nasz ostatni sparing pokazał, że nie byliśmy gorszą drużyną. Wtedy przegraliśmy, ale to my stworzyliśmy więcej sytuacji. Myślę, że KSZO podejdzie do nas z należytym respektem. Wynik jest na pewno sprawą otwartą, choć nie będzie to łatwy mecz. Nie ułatwimy naszym rywalom zdobycia trzech punktów bez względu na to, które miejsce mają w tej chwili.