Dziś o godz. 17 piłkarze Lechii Gdańsk podejmą Ruch Chorzów. Z rywalem z Górnego Śląska biało-zieloni po raz ostatni przegrali na Traugutta 24 sierpnia 2005 r. Wówczas ich pogromcą był... Ruch. Było to spotkanie II ligi. Prowadzenie dla Lechii strzałem z rzutu wolnego zdobył Sławomir Wojciechowski, ale w drugiej połowie gole Mariusza Śrutwy i Rafała Wawrzyńczoka dały "Niebieskim" trzy punkty. Z obecnych zawodników obu zespołów mecz ten pamięta tylko dwójka lechistów - Mateusz Bąk (w sobotę usiądzie na rezerwie) i
Paweł Pęczak. - Dostałem wtedy bezsensowną czerwoną kartkę, przegraliśmy 1:2. Pamiętam, że byłem przed tym spotkaniem strasznie nabuzowany - opowiada Pęczak.
Pamięta pan swój ostatni mecz z Ruchem na Traugutta?
Paweł Pęczak: - Zaraz, zaraz... Nie, nie przypominam sobie. To chyba musiało być dawno.
3,5 roku temu. Grał pan tylko 12 minut...
- Aha, wszystko jasne. Dostałem wtedy bezsensowną czerwoną kartkę, przegraliśmy 1:2. Pamiętam, że byłem przed tym spotkaniem strasznie nabuzowany. To były moje początki w Lechii, dopiero co opuściłem GKS Katowice, tak więc towarzyszyły mi ogromne emocje. Teraz jest już inaczej, przed tym meczem zachowuję spokój. To chyba przychodzi z wiekiem, po tylu latach gry do pewnych rzeczy podchodzi się już z innym nastawieniem. Oczywiście, wciąż jest to dla mnie specjalny mecz, jednak mogę obiecać kibicom, że żadnego głupstwa nie zrobię. Jak zwykle zagram na maksa, ale rozważnie i bez szaleństw.
Wszystkie ostatnie mecze pomiędzy Lechią a Ruchem, szczególnie te w Gdańsku, przynosiły emocje. Biorąc pod uwagę pozycję w tabeli obu zespołów, teraz pewnie będzie podobnie?
- Też tak myślę. Oby tylko ograniczyło się to do sportowej rywalizacji. Pamiętam, że w ostatnim meczu w Gdańsku sędzia uznał nieprawidłową bramkę dla Ruchu, czym praktycznie odebrał nam szansę na awans do ekstraklasy. Na trybunach też było niespokojnie. Mam nadzieję, że tym razem pozytywne emocje dotyczyć będą tylko wydarzeń na boisku.
W spotkaniu ze Śląskiem wasza gra w defensywie wyglądała całkiem dobrze, znów jednak przytrafił wam się błąd przy stałym fragmencie. Pewnie już nie możecie słuchać pytań na ten temat?
- To prawda, dlatego robimy wszystko, żeby po następnych meczach nie było pretekstu do ich zadawania. Dokładnie przeanalizowaliśmy mecz ze Śląskiem, wiemy, co robiliśmy dobrze, a co źle. To jest kwestia jednego, dwóch meczów i na pewno wszystko zaskoczy. Teraz jest na nas w tym temacie lekka nagonka, ale nie mieści mi się w głowie, żebyśmy w kolejnych spotkaniach tracili tak głupie bramki.
Szczególnie w tak ważnym jak ten z Ruchem.
- Obowiązkowo musimy wygrać. Tabela jest tak spłaszczona, że nim się obejrzymy, a możemy wylądować w strefie spadkowej. O zwycięstwo nie będzie łatwo. Ruch to naprawdę mocny zespół, dużo grający piłką, wykorzystujący skrzydła. Według mnie w meczu z Górnikiem to oni byli lepsi, stworzyli więcej sytuacji do zdobycia gola. A teraz do składu dojdzie jeszcze pędziwiatr Marcin Zając, na którego musimy zwrócić baczną uwagę. Będzie ciężko, ale trzy punkty muszą być nasze!
Rozmawiał: Tomasz Osowski (Gazeta Wyborcza Trójmiasto)