To były udane łowy dla chorzowskich napastników! W spotkaniu z Heko Czermno każdy z ofensywnie usposobionych graczy wpisał się na listę strzelców. Worek z bramkami już w 10 minucie meczu rozwiązał
Mariusz Śrutwa, a dzięki jego uderzeniu w drugiej połowie spotkania do bramki rywala trafił także Piotr Ćwielong.
- Jak ocenia Pan dzisiejszy mecz?
- Był to dziwny mecz. W zasadzie powinien się on skończyć naszym bardzo wysokim zwycięstwem, jednak tak się nie stało. Strzeliliśmy 4 bramki, straciliśmy dwie, ale w konsekwencji najważniejsze są trzy punkty i to bardzo cieszy. Życzył bym sobie, żeby zawsze na wyjazdach dostawać tyle rzutów wolnych co dzisiaj dostali przeciwnicy. Myśle, że gdyby w niektórych sytuacjach zachowali się tak jak oni to opuścilibyśmy boisko z czerwonymi kartkami. Tym bardziej cieszymy się z trzech punktów.
- Strzelił Pan gola i zaliczył asytę. Czy ten dorobek mogłby być większy?
- Miałem jeszcze jedną naprawdę dobrą sytuacje. Uderzyłem z ostrego kąta, bramkarz odbił to jakoś nogą, na szczęście Piotrek to dobił i w zasadzie w tym momencie powinno być po meczu. Mieliśmy jeszcze kilka sytuacji, w których lepiej rozgrywając piłkę mogliśmy się pokusić o strzelenie bramki. W zasadzie Heko zaskoczyło nas tym, że zagrało bardzo przyzwoitą piłkę, szczególnie ich druga linia dzisiaj zasługiwała na słowa uznania. Gorzej było z obrońcami, ta formacja popełniła tyle błędów, że moglibyśmy zdobyć tych bramek nie cztery, a nawet sześć czy siedem.
- Pierwsze 20 minut drugiej połowy gry Ruchu przypominały przysłowiowe "bicie głową w mur". Z czego to wynikało?
- Po przerwie musieliśmy wymyślić coś innego, żeby znaleść przynajmniej tą jedną akcje po której padła by bramka. Udało się nam to i to jest najważniejsze. Pozatym, gdy prowadzi się 1-0, 2-1 i traci się bramki, których się nie powinno stracić, to trudno jest pozbierać cały zespół do kupy, żeby wierzył dalej, że ten mecz może zakończyć się sukcesem. To są właśnie takie minuty, gdzie walka toczy się nie tylko na boisku, ale w również w głowach zawodników. Nam się to dzisiaj udało przezwyciężyć, bo wierzyliśmy do końca, że wygramy i tak też się stało.