Józef Antoniak (trener Heko Czermno):
- Zabrakło nam dzisiaj umiejętności, aby prowadzić równorzędną grę. Właściwie nie mieliśmy czym "straszyć" ani z przodu, ani w drugiej linii. Błędy, które popełniliśmy doprowadziły do utraty bramek. Plan taktyczny przewidziany na pierwszą połowę został w jakiś sposób zrealizowany. Na pewno Śrutwa, Mikulenas czy też inni zawodnicy Ruchu coś znaczyli i znaczą w polskiej piłce. Natomiast w Heko grają chłopcy, którzy jeszcze niedawno grali w niższych klasach rozgrywkowych, dlatego też różnica umiejętności była widoczna. Przy wyniku 3:2 nie było już czego bronić. Tę bramkę straciliśmy przy zdecydowanym błędzie w kryciu. Dokonałem dwóch zmian - wszedł napastnik i ofensywny pomocnik - lecz nie pomogło to i przegraliśmy mecz z Ruchem.
Marek Wleciałowski (trener Ruchu Chorzów):
- Przebieg meczu przypominał troszkę horror, w najgorszym znaczeniu tego słowa. Nie lubię takich sytuacji. W przerwie meczu zastanawiałem się nad korektami, ponieważ z jednej strony karygodne błędy w defensywie, a z drugiej kilka ładnych, bramkowych akcji. Zapytałem każdego zawodnika, czy jest w stanie podjąć walkę. Jarek Paśnik był w tym gronie i zdałem sobie sprawę, że się nie poddaje i jest w grze. Byłem świadomy, że gdyby popełnił kolejny błąd to ja byłbym po części winny. Podjąłem jednak decyzję, żeby ten sam skład wyszedł na drugą połowę, bo uznałem, że zespół jest w stanie unieść ten ciężar odpowiedzialności. Cieszę się, że tak się skończyło, bo bardzo zależało nam na tym zwycięstwie.