Kibice, którzy pojawili się na stadionie przy ul. Cichej w piątkowy wieczór nie mogli się czuć zawiedzeni po końcowym gwizdku. Chorzowscy snajperzy czterokrotnie pokonali bramkarza gości i po niezwykle emocjonującym spotkaniu Ruch odniósł efektowne zwycięstwo nad beniaminkiem z Czermna.
W początkowych minutach meczu dało się zauważyć nerwowość w poczynaniach jedenastki gospodarzy. Dobrym tego przykładem było niepotrzebne, a co więcej niedokładne podawanie piłki Myszora z Paśnikiem oraz sytuacja w której Śrutwa nie opanował górnej piłki zagrywanej przez Grzegorza Barana. Prawdziwe emocje zaczęły się w 10 minucie, kiedy to akcje Ruchu zainicjował Grażvydas Mikulenas. "Miki" próbował zagrywać prostopadłą piłkę do Grzyba, ale jego podanie przejął obrońca Heko, który wybił jednak futbolówkę tak niefortunnie, że ta znów trafiła pod nogi Litwina. Druga próba była już bardziej udana. Piłka dotarła do Wojciecha Grzyba, który z pierwszej piłki idealnie wrzucił na głowę Śrutwy i po strzale kapitana Ruchu Marcin Mańka po raz pierwszy w tym spotkaniu musiał wyciągać futbolówkę z siatki.
Po strzeleniu gola "Niebiescy" wyraźnie złapali wiatr w żagle. Z dystansu próbował strzelać Mikulenas. Chwilę później ten sam zawodnik dogrywał do Barana, którego strzał tuż zza linii pola karnego został przecięty przez Adriana Sobczyńskiego.
Drużynie gości udało się wyrównać w 18 minucie gry i to przy niemałym udziale Jarosława Paśnika. Bramkarz Ruchu popełnił pierwszy - i jak się później okazało nie ostatni - fatalny błąd w tym meczu. W polu karnym po nieudanym wybiciu Marcina Klaczki, piłka poszybowała wysoko w górę, Paśnik wychodząc do niej zderzył się z Marcinem Folcem, do piłki dopadł kapitan gości Krzysztof Trela i lewą nogą skierował ją do pustej bramki. - Jarek krzyknął "moja" i obrońcy zrobili mu miejsce. Gdy złapał piłkę, wpadł na niego napastnik Heko i futbolówka wyleciała z jego rąk. Zawodnikowi gości pozostało tylko strzelić gola – komentował sytuację Tomasz Balul.
Na odpowiedź zawodnicy Ruchu kazali czekać swoim kibicom tylko 5 minut. W roli głównej tym razem wystąpił Mikulenas. Napastnik "Niebieskich" otrzymał świetne prostopadłe podanie od Wojciecha Grzyba, skrzętnie wykorzystał gapiostwo obrońców, minął rozpaczliwie interweniującego Mańkę i z 16 metrów wbił piłkę do pustej bramki.
Kiedy już wydawało się, że spotkanie będzie toczyć się pod dyktando Ruchu, goście w ciągu 180 sekund po stracie gola w kuriozalnych okolicznościach doprowadzili do remisu 2-2. Kolejny błąd popełnił Paśnik, który poślizgnął się tuż przed swoją bramką i piłka, którą uderzył głową Hubert Kościukiewicz przeleciała nad nim.
Jeszcze przed upływem pierwszych trzydziestu minut na listę strzelców mógł wpisać się najlepszy strzelec Heka Krystian Kanarski. Obrońcy Ruchu nie przecięli jednak podania od Kościukiewicza, a strzał Kanarskiego z 20 metrów o centymetry minął lewy słupek bramki Paśnika.
W ostatnim kwadransie pierwszej połowy, drużyna Ruchu cały czas atakowała. Warto wspomnieć o ładnej akcji Myszora i Śrutwy zakończonej minimalnie niecelnym strzałem nad poprzeczką tego ostatniego oraz akcję Mikulenasa, który w polu karnym był naciskany przez obrońców Heka, co przełożyło się na siłę strzału. W efekcie słabe uderzenie z 8 metrów pewnie złapał Mańka.
Popisową akcję w 41 minucie meczu przeprowadzili zawodnicy Ruchu. Najpierw Ćwielong na lewym skrzydle "wkręcił w ziemię" obrońcę Heko, podał Mikulenasowi, a ten przytomnie z linii końcowej zagrał górną piłkę wbiegającemu w pole karne Grzybowi, który nieczysto trafił w futbolówkę i ta pofrunęła nad poprzeczką. - Mam dzisiaj pretensje, że nie strzeliłem bramki. Piłka, którą dostałem od "Mikiego" była naprawdę pierwszej klasy i mogłem lepiej uderzyć z woleja – mówił po meczu popularny "Grzybek".
Kilkadziesiąt sekund później, chorzowskim kibicom po raz kolejny mocniej zabiło serce. Paśnikowi nie udało się złapać niegroźnej wrzutki zawodnika gości. Piłka wypadła mu z rąk i tylko dzięki szybkiemu wybiciu piłki przez Marcina Makucha, bramkarz nie był zmuszony wyciągać jej po raz trzeci z siatki. Tuż przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę na odważny rajd zdobył się Michał Pulkowski, wbiegł w pole karne, jednak jego strzał w ostatniej chwili został zablokowany.
Drugą połowę obie jedenastki zaczęły bez zmian w składach, pomimo, że część kibiców wręcz domagała się wejścia Sebastiana Nowaka w zamian za Paśnika, który oprócz 3 fatalnych błędów zaliczył też kilka niecelnych wybić.
W pierwszych minutach drugiej części spotkania gra toczyła się przede wszystkim w środku pola. Zawodnicy obu zespołów w pierwszych pięciu minutach starali się pokonać bramkarzy strzałami z dystansu. Tak było w 3 minuty po rozpoczęciu gry, kiedy to z rzutu wolnego swoich sił próbował Sobczyński. W 50 minucie, również po rzucie wolnym egzekwowanym przez Klaczkę zakotłowało się w polu karnym Heka, jednak z powstałego zamieszania nie zdołali skorzystać Śrutwa i Ćwielong.
Do 69 minuty gra Ruchu przypomniała przysłowiowe "bicie głową w mur". Kilka akcji w wykonaniu "Niebieskich" mogła się naprawdę podobać kibicom, jednak zawsze brakowało ostatniego podania. - Po przerwie musieliśmy wymyślić coś innego, żeby znaleźć przynajmniej tą jedną akcje po której padła by bramka To są właśnie takie minuty, gdzie walka toczy się nie tylko na boisku, ale w również w głowach zawodników – tłumaczył Śrutwa.
I właśnie taka sytuacja przyniosła chorzowianom kolejną bramkę. Jeden z obrońców Heko w polu karnym nie trafił w piłkę, Śrutwa zdążył ją przejąć i oddać strzał. Mańka zdołał obronić uderzenie "Super Maria", jednak przy dobitce Ćwielonga był już bezradny.
W 79 minucie mogło by być już po meczu. Świeżo wprowadzony Przemysław Łudziński, po odegraniu Mikulenasa, piekielnie mocno uderza i tylko sobie wiadomym sposobem Mańka wybija jego "bombę" na rzut rożny. Dwie minuty później na niekonwencjonalne rozegranie rzutu wolnego zdecydował się Ćwielong. Piłka trafiła pod nogi Klaczki, ale po jego strzale futbolówka uderzyła w zewnętrzną część siatki.
Kiedy już wszyscy kibice błagali niekoniecznie po cichu, aby sędzia zagwizdał tej jeden ostatni raz, "kropkę nad i" w tym meczu postawił Mikulenas, który po przebiegnięciu połowy boiska urządził sobie jeszcze slalom między obrońcami gości i po raz drugi w tym spotkaniu pokonał Mańkę.
Zwycięstwo nad beniaminkiem, który w tym sezonie tracił mało bramek na wyjazdach jest tym cenniejsze, iż napastnicy, którzy spotkali się po ostatnich meczach z poważną falą krytyki strzelili wszystkie bramki. Zespół pokazał kilka naprawdę ładnych akcji i pozwolił kibicom z optymizmem spojrzeć na najbliższe mecze. Już w najbliższej kolejce podopiecznych Marka Wleciałowskiego czeka mecz w Ostrowcu Świętokrzyskim, gdzie lokalną drużynę KSZO trenuje doskonale znany kibicom Ruchu Jerzy Wyrobek. Czy uczeń pokona mistrza i czy "Niebiescy" będą w stanie wywieść chociaż punkt z boiska drużyny walczącej cały czas o awans do ekstraklasy, będziemy mogli się przekonać już w środę.
Ruch Chorzów 4:2 (2:2) Heko Czermno
Strzelcy:
Śrutwa 10', Mikulenas 23', Ćwielong 70', Mikulenas 90' - Trela 18', Kościukiewicz 26'
Żólte kartki:
Mikulenas - Trela, Kościukiewicz, Solarz
Składy:
Ruch: Paśnik - Myszor, Klaczka, Balul, Makuch - Grzyb (71' Łudziński), Baran, Pulkowski, Ćwielong (86' Smarzyński) - Śrutwa, Mikulenas.
Heko: Mańka - Walęciak, Solarz, Branowicki, Boguś, Kanarski (85' Pluta), Folc, Trela, Cheda (85' Socha), Kościukiewicz (61' Woźniak), Sobczyński.
Sędzia: Sławomir Berezowski (Opole)
Widzów: 2.700