Kontrakt Marcina Sobczaka z MSK Zilina został podarty przez słowackich działaczy. - Trzeci świat! - komentują przedstawiciele Ruchu, z którego miał być wypożyczony.
Sobczak przygotowywał się w Turcji do rundy wiosennej z MSK Zilina i grał w jej sparingach. Jak zapewnia, 15 stycznia podpisał kontrakt na Słowacji. Całym obrotem sprawy jest fatalnie zaskoczony. - Coś niesamowitego. Wszystko było dogadane i nagle bum. W Zilinie na pewno nie zagram. Na razie nie chce mówić nic więcej... - powiedział dzisiaj 22-letni zawodnik.
Jego umowa została podobno podarta przez menedżera Ziliny, Karola Belanika. - To skandal! Ten krętacz cały czas kombinował jak nas oszukać. Odwlekał w czasie sfinalizowanie ostatnich spraw. Brakowało przede wszystkim jego podpisu na umowie z klubami - wytłumaczył Kazimierz Fliśnik, menedżer Sobczaka. Ruch wystosował pismo do Ziliny z prośbą o ustosunkowanie się do tematu. Nie otrzymał jednak odpowiedzi. - To trzeci świat - kreci głową dyrektor "Niebieskich", Mirosław Mosór.
Sobczak będzie domagał się odszkodowania. Podobne roszczenia będzie mógł wystosować Ruch. - Mamy wystarczającą ilość dowodów, aby uzyskać zadośćuczynienie. Bo rzekomo jakim prawem Marcin przebywał w Turcji i grał w sparingach? To się nie mieści w głowie. Myślałem, że tylko na dalekim wschodzie dochodzi do takich sytuacji - komentował Fliśnik.
Radolsky spotkał się i porozmawiał w cztery oczy z Sobczakiem. Dlaczego pozwolił na to, aby młody zawodnik na kilka dni przed startem ligi został bez klubu? - Nie miałem do niego pretensji. Zabrakło mi jednak argumentów na to, aby przekonać władze, bo Marcin nie strzelał bramek. Najgorsze, że teraz ja jestem tym najbardziej winnym. Nie chciałem tymczasem ubliżyć Marcinowi, tylko mu pomoc. Jest mi przykro. Życzę Sobczakowi wszystkiego dobrego - odpowiedział trener.
Piłkarz ma propozycję z dwóch polskich klubów. Niebawem powinna wyjaśnić się jego przyszłość.
Więcej na
sportstaski.pl