Fenerbahce, Galatasaray i Besiktas zabijały się, aby tylko zagrać z Ruchem Chorzów. Tournée niebieskich po Turcji wydłużyło się prawie do miesiąca. A wszystko to działo się w 1962 roku.
Podczas tegorocznego zgrupowania w tureckim Belek Ruch zagrał już m.in. z rezerwową drużyną Austrii Wiedeń, w planach ma sparing z Uzbekami. 47 lat temu niebiescy też byli w Turcji, ale mieli problemy innego rodzaju.
Ruch przebywał wtedy w największych miastach Turcji: Ankarze, Izmirze i Stambule. Mecze rozgrywano w soboty i niedziele, natomiast pozostałe dni tygodnia piłkarze spędzali na treningach i zwiedzaniu. "Turecka egzotyka straciła już dla niebieskich swój pierwszy urok. Meczety, chałwa i baranina zaczynają ich powoli nużyć" - pisał "Sport". Piłkarze z utęsknieniem czekali na powrót do kraju. Na dodatek nie można się było skontaktować z najbliższymi. Nawet dziennikarze mieli kłopoty, żeby dodzwonić się do Turcji. Na rozmowę międzynarodową czekało się kilka godzin, a głos rozmówcy brzmiał jak z zaświatów.
- Nudy były totalne. Trenowaliśmy w miejskich parkach, gdzie warunki były takie sobie. Ta bezczynność nas męczyła - wspomina pomocnik Ruchu Alojzy Łysko.
Po meczach w Ankarze i Izmirze ekipa niebieskich dotarła do Stambułu. Mecz z Besiktasem obejrzało 20 tys. kibiców. "Tak szybko, nowocześnie i z polotem grającej drużyny publiczność Stambułu dawno już nie widziała" - cytowały nasze gazety turecką prasę.
Teraz do akcji przystąpili szefowie dwóch najpopularniejszych tureckich klubów: Fenerbahce i Galatasaray. Namówili oni naszych działaczy, aby Ruch przedłużył pobyt i rozegrał kolejne mecze. Wpływy ze spotkań miały wesprzeć komitet pomocy dla głodującej ludności wschodnich prowincji tureckich. Pierwszy mecz miniturnieju rozegrały ze sobą kluby ze Stambułu. Derby były jednak tak brutalne, że zdziesiątkowały oba składy i o meczach z Ruchem nie było już mowy. - Byliśmy na tym meczu. Na widowni było jeszcze goręcej niż na boisku - śmieje się Łysko. Turcy prosili o kilka kolejnych dni zwłoki, ale Ruch już na to nie poszedł. Pojawiła się wprawdzie jeszcze propozycja menedżera z Tel Awiwu, ale na wypad na dwa mecze do Izraela nie zgodziły się polskie władze. Nasza ekipa autokarem dotarła do Sofii, skąd odleciała do Polski.
Łysce tuż przed wyjazdem do Turcji urodziła się córka. - Zobaczyłem moją małą Mirkę tylko zza szyby w szpitalu w Janowie. Ustaliłem z rodziną termin chrzcin i pojechałem. Nie miałem przez prawie miesiąc żadnego kontaktu z domem, nie wiedziałem, jak córka się chowa. Chrzciny odprawiłem z kolegami w Ankarze - wspomina Łysko.
Jak pobyt w Turcji wpłynął na formę niebieskich? Miesiąc po powrocie do Polski rozpoczęły się ligowe rozgrywki 1962 (z powodu reorganizacji przeprowadzono je wiosną w skróconej formie). W premierze Ruch zremisował z Legią Warszawa 2:2, a na koniec sezonu zajął czwarte miejsce.
źródło: Gazeta Wyborcza Katowice