Jeszcze niedawno wydawało się, że Ireneusz Adamski może rozstać się z "Niebieskimi". W obliczu absencji Rafała Grodzickiego, popularny "Adams" ma spore szanse na występ w Wielkich Derbach Śląska.
W grudniu klub wystawił piłkarza na listę transferową. Dla Adamskiego to była bardzo przykra decyzja. - Poukładałem sobie na Śląsku życie, moja żona ma tu pracę, a dzieci chodzą do szkoły. Ciężko byłoby mi to wszystko zmieniać - podkreśla Ireneusz Adamski. Piłkarz nie załapał się nawet na zgrupowanie w Niechorzu i wszystko wskazywało na to, że będzie musiał opuścić Cichą. Tymczasem w ostatniej chwili kierownik zespołu, Andrzej Urbańczyk telefonicznie poinformował go, że ma się pakować, bo następnego dni wylatuje z zespołem na zgrupowanie do Turcji. - No cóż, trochę późno, ale lepiej późno niż wcale. Wbrew pozorom bardzo ucieszyła mnie ta informacja. Na nowo odżyłem i znowu poczułem, że moje treningi mają sens. Trenując z drużyną Młodej Ekstraklasy byłem lekko podłamany. A teraz znowu mogę być w pierwszym zespole, to wspaniałe - uśmiecha się piłkarz.
W obliczu absencji Grodzickiego (cztery żółte kartki), Adamski ma spore szanse, aby wyjść na boisko podczas Wielkich Derbów Śląska przeciwko Górnikowi. Na razie pewniakiem na środku defensywy jest jedynie Maciej Sadlok. - Grałem już przed rokiem na Stadionie Śląskim przeciwko Górnikowi i wiem, że to wielkie przeżycie. Bardzo chciałbym ponownie wyjść na boisko w takim meczu, to niezapomniane uczucie - podkreśla Adamski, który ma zamiar zrobić wszystko, aby ponownie wywalczyć miejsce w składzie Ruchu. - Będę dawał trenerowi sygnały, że warto na mnie postawić. Chcę w każdym meczu dawać z siebie wszystko, aby nikt nie miał wątpliwości, że powinienem grać - dodaje obrońca Ruchu, który wrócił do kadry "Niebieskich" po tym jak klub pozbył się Macieja Scherfchena. - Nie łączyłbym tych dwóch wydarzeń. Maciek to przecież defensywny pomocnik, a ja głównie występuję w obronie. Nie miało to chyba zatem wpływu na decyzję trenerów - mówi Adamski.
źródło: Sport / Niebiescy.pl