Tylko kilkadziesiąt godzin przebywali w domach piłkarze Ruchu. Jeszcze kilka dni temu trenowali na obozie w Niechorzu. Teraz zimny Bałtyk zamieniają na ciepłe Morze Śródziemne. Na najbliższe dziesięć trener Bogusław Pietrzak zabiera ich do tureckiej Alanyi.
Która to pana wizyta w Turcji?
Bogusław Pietrzak: - Tak się złożyło, że do tej pory miałem okazję odbywać zgrupowania w innych krajach - w Portugalii, Brazylii, Maroku. Do Turcji lecę dopiero drugi raz. Wcześniej gościłem tam z Pogonią Szczecin. Dokładnie nie pamiętam kiedy, bo ja nie historyk, ale był to rok bodaj 2004. Jeśli dobrze kojarzę, mieszkaliśmy chyba w Antalyi. Zapamiętałem bardzo ładne stare miasto. Ale wiadomo, że na atrakcje turystyczne wiele czasu nie ma, kiedy jedzie się do roboty.
Pracować będziecie nieco lżej niż na obozie w Niechorzu...
- Czekają nas zajęcia typowo taktyczne, praktycznie tylko z piłką. Nie zapomnimy też o podtrzymaniu motoryki, ale objętościowo pracy na pewno będzie mniej. Mimo czterech sparingów, znajdziemy czas na odpoczynek. Ostatnia porażka z Widzewem pokazała, że drużyna jest zmęczona.
To jedyna refleksja po tamtym spotkaniu?
- Zmęczenie determinuje pełną ocenę meczu. Nie pokazaliśmy nic, na czym można by było oprzeć oko. Nie chcę wdawać się w szczegóły, ale przejście ze sztucznej nawierzchni na murawę naturalną nie okazało się łatwe. W sobotę my graliśmy tylko po 45 minut, a piłkarze Widzewa przebywali na boisku dłużej i widziałem, że w końcówce co chwilę łapały ich skurcze. Kiedy potem na spokojnie przeanalizowaliśmy spotkanie, okazało się jednak, że łodzianie mieli trzy strzały w światło w bramki i wykazali się świetną skutecznością. My stworzyliśmy sobie pół okazji i nic z tego nie wyszło...
W Turcji rozegracie cztery mecze kontrolne.
- Jestem zdania, że możemy wszystko przegrywać, byleby się było od kogo uczyć. Dobór rywali? To zawsze kwestia akceptacji - chcemy, albo nie. Ostateczne zdanie należy do mnie. Myślę, że nasi najbliżsi przeciwnicy zawieszą nam poprzeczkę wysoko.
Jeśli chodzi o wirus grypy, to wyboru wielkiego nie ma. Albo trafia, albo nie...
- To jest niebezpieczny temat. Zawsze z trwogą w głosie wypowiadam się o zdrowiu zawodników, nawet jeśli wszystko jest w porządku. Właśnie przyszedł do mnie Marcin Zając i powiedział, że nie ma na nic siły. Nie leci z nami na obóz. Kilku innych graczy chorowało już na zgrupowaniu w Niechorzu, ale na ogół po trzech dniach wszystko wracało do normy.
Od normy odstaje za to nikła aktywność na rynku transferowym. To pana pomysł?
- Prowokujące pytanie. Ale tu akurat sprawa jest prosta - czasem życie dyktuje nam scenariusz działania i w tym przypadku tak właśnie było. Górnik Zabrze miał pieniądze, więc mógł je wydać. Gdybyśmy mieli podobne możliwości, zrobiłbym pięć transferów. I to spektakularnych - takich, o których pisaliby wszyscy.
Szczyt formy szykuje pan właśnie na derby z Górnikiem czy raczej na finisz rozgrywek?
- Szczyty formy można szykować w sportach indywidualnych. Zawodnicy budują najwyższą dyspozycję na okres dwóch, trzech tygodni i w tym czasie biją rekordy świata. W grach zespołowych chodzi o to, żeby demonstrować w miarę równy poziom przez całą rundę. Jeśli wygramy z Górnikiem, a potem poniesiemy cztery porażki z rzędu, to będzie bardzo źle. Na taki rozwój zdarzeń nie możemy sobie pozwolić.
Rozmawiał: Łukasz Żurek (Sport)