W Sejmie odbyła się konferencja poświęcona roli organizacji kibicowskich we współczesnym futbolu. Zdominował ją rządowy projekt ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych. Wiesław Johann, były sędzia Trybunału Konstytucyjnego, nie zostawił na nim suchej nitki.
- To potworek legislacyjny - ocenił Wiesław Johann. I wskazał, że nowa ustawa o bezpieczeństwie imprez masowych ma wymiar policyjny, nastawiona jest tylko na represjonowanie kibiców. O represyjnym, policyjnym charakterze ustawy mówił też Wojciech Borowik, prezes Stowarzyszenia Wolnego Słowa. Na sali obecnych było kilkudziesięciu kibiców, reprezentujących kluby z całego kraju. Kibice wskazywali na to, że w ogóle nie ma dyskusji o profesjonalizmie służb porządkowych, który pozostawia wiele do życzenia.
- Kibic, który się awanturuje zostaje ukarany zakazem stadionowym, natomiast wobec policjantów, którzy wielokrotnie przekraczają swe uprawnienia podczas zabezpieczania meczów, nie wyciąga się żadnych konsekwencji - podkreślał niżej podpisany.
W trakcie konferencji przypomniano o meczu Pucharu Ekstraklasy między Polonią i Legią, przed którym do aresztów wywieziono 741 osób, którym zarzucono uczestnictwo w nielegalnym zgromadzeniu oraz niszczenie mienia o znacznej wartości, choć okazało się, że prawie niczego nie zniszczono.
- Ta akcja była z pewnością zaplanowana i przyznam, że przypominała najgorsze czasy PRL-u, kiedy to ZOMO wyżywało się na niewinnych ludziach - mówił poirytowany Wiesław Johann. Kibice wskazywali na te zapisy ustawy, które budzą najwięcej kontrowersji. Budzi je m.in. fakt, iż organizator meczu może zakazać wstępu na swoje imprezy.
- To będzie pole do nadużyć, zarządy klubów będą mogły według własnego widzimisię nakładać własny zakaz stadionowy - podkreślali kibice. I wskazywali, że tego typu praktykę stosuje zarząd Klubu Piłkarskiego Legia, należącego do koncernu ITI. Koncern ten stosuje odpowiedzialność zbiorową i pod płaszczykiem walki z chuligaństwem konsekwentnie zwalcza jakiekolwiek przejawy zorganizowanego ruchu kibicowskiego na Legii.
Konferencję prowadzili Jacek Smalcerz ze Stowarzyszenia Kibiców Legii Warszawa oraz Jarosław Kiliński, szef Wiary Lecha. Wskazywali oni, że kibicom zależy, by z nimi rozmawiano, a nie tylko narzucano im różne rozwiązania bez żadnych konsultacji. Najdobitniej ujął to zagorzały kibic Arki Gdynia Mariusz Jędrzejewski "Megafon". - Kluby mają z nami rozmawiać, powinno to być zapisane, że kluby muszą rozmawiać ze stowarzyszeniami kibiców - zaznaczył. - Takie kluby, jak Lech czy Legia mają prężne stowarzyszenia. Ale my musimy pamiętać też o kibicach mniejszych klubów, którym często działacze rzucają kłody pod nogi i w ogóle nie chcą z tymi kibicami rozmawiać.
"Megafon" powtórzył też, że kibicom nie zależy na tym, by na stadionach było sprzedawane piwo. Sprawa sprzedaży piwa jest bowiem najmniej ważna. Zdziwieni byli tym faktem działacze klubowi i politycy Platformy Obywatelskiej, którzy wielokrotnie podkreślali, że sprzedaż piwa jest ważna, bo kluby będą z niej czerpać niebagatelne zyski. Tak mówił między innymi szef Ekstraklasy Andrzej Rusko. Wyśmiał tę argumentację Jacek Smalcerz ze Stowarzyszenia Kibiców Legii. - Piwa nie będzie się sprzedawać na meczach podwyższonego ryzyka, a w przypadku Legii zakwalifikowano tak ponad 90 proc. meczów. A zatem na jakie zyski można tu liczyć?! - pytał Smalcerz.
W myśl projektu ustawy na stadionach ma obowiązywać pełna identyfikacja kibiców, a gromadzone dane obejmą imię, nazwisko i PESEL, a gdy go nie nadano, numer innego dokumentu. Dane te będzie można przechowywać przez wiele lat. - A po co komu te dane i czy to jest w porządku, by je zbierać tak szczegółowo, a potem przechowywać?! - pytał Wiesław Johann.
Konferencja była smutnym przedsięwzięciem. Dobitnie pokazała, że tak naprawdę z kibicami nikt się nie liczy.
Pokaz arogancji dał poseł Platformy Obywatelskiej Ireneusz Raś, który przyszedł na kwadrans tylko po to, by się powymądrzać oraz skwitować grzeczne i konkretne pytania z sali stwierdzeniem, że z góry wiedział, że tak będzie i że kibice mogą sobie nawet pogwizdać.
- Potrzebna jest odbudowa zaufania, które zostało przez was nadwerężone - mówił poseł Raś. Nijak nie odniósł się do uwag, że kibice nie chcą chodzić na mecze z powodu wielkiej korupcji w polskiej piłce oraz skandalicznych warunków na przestarzałych stadionach, a nie z uwagi na awantury, których z roku na rok jest mniej.
Radomir Szaraniec reprezentujący Stowarzyszenie Kibiców Cracovii Kraków oraz Filip Jańczuk z Wiary Lecha zgodnie podkreślili, że uczestniczyli w trakcie dyskusji o zapisach ustawy, ale potraktowano ich zupełnie niepoważnie, bo nikt nawet nie wysłuchał ich argumentów.
- Nikt nie zwracał uwagi na nasze postulaty, a to, że byliśmy przy dyskusji nad zapisami ustawy stanowi tylko swoiste alibi dla posłów Platformy, którzy teraz będą mówić, że przecież umożliwili kibicom wypowiedzenie się - ocenili. Fani nie pomylili się - oczywiście wspomniał o tym, poseł Raś, który zaznaczył, że kibice nie mają się co żalić, bo przecież uwzględniono ich głos.
Tym samym poseł Raś zakpił sobie z obecnych na sali fanów. Nieszczęsna ustawa miałaby wejść w życie w sierpniu tego roku, aby stworzyć przed Euro 2012 szansę na skuteczne jej wdrożenie. Kibice liczą na to, że być może senatorowie wprowadzą do niej sensowne poprawki, albo odrzuci ją prezydent. - Na zbyt wiele bym, tu nie liczył, widzieli państwo postawę posłów Platformy - ocenił poseł Maciej Płażyński.
Generalnie wnioski po konferencji nie są optymistyczne dla kibiców. Kibice mają być w pełni identyfikowani i inwigilowani. Przewidziano dla nich surowe kary za najdrobniejsze nawet przewinienia. Natomiast nikt nie mówi o potrzebie posiadania profesjonalnych służb zabezpieczających imprezy sportowe, które to służby nie prowokowałyby fanów swym nieodpowiedzialnym zachowaniem.
Nikt nie wskazuje na to, że mecze ochraniają bardzo często agencje zajmujące się na co dzień konwojowaniem pieniędzy i nie mające pojęcia o tym, jak obchodzić się z tłumem. Można być pewnym, że ruch kibicowski w Polsce będzie z biegiem lat coraz słabszy.
źródło: Sport