W tak tragicznej sytuacji piłkarze Ruchu Chorzów jeszcze nigdy się nie znaleźli! W wierze na odniesienie zwycięstwa, w sobotnie popołudnie na stadion przy ulicy Cichej przybyło 4.500 widzów. Po 90minutach gry, w wielkiej złości i rozgoryczeniu, opuszczali trybuny domagając się zmiany trenera. Na domiar złego w Białymstoku zwycięstwo odniosła Polonia Bytom, a to oznacza, że chorzowianie zajmują w chwili obecnej przedostatnie miejsce w tabeli!
W porównaniu z ostatnim spotkaniem w wyjściowym składzie trener Wleciałowski przeprowadził kilka zmian. W ataku zabrakło miejsca dla Mariusza Śrutwy, którego zastąpił Przemysław Łudziński, a na lewej flance od początku spotkania zagrał pełniący ostatnio rolę zawodnika rezerwowego, Krzysztof Bizacki.
Sygnał do ataku dał już w pierwszej minucie meczu Przemysław Łudziński, ale jego strzał o kilka metrów minął bramkę Radosława Janukiewicza. Cztery minuty później ta sama sytuacja miała miejsce pod bramką Ruchu, a w roli snajpera z rozregulowanym celnikiem wystąpił Krzysztof Ulatowski. Im bardziej wskazówki zegara na stadionowej „Omedze” przesuwały się na przód, tym podopieczni Ryszarda Tarasiewicza coraz częściej zapędzali się pod pole karne „Niebieskich”. Tam jednak co chwila ze swych obowiązków należycie wywiązywali się chorzowscy obrońcy, dzięki czemu Jarosław Paśnik nie musiał interweniować.
W 18 minucie spotkania lekki, aczkolwiek nieprzyjemny dla bramkarza strzał oddał zza pola szesnastki 22-letni „Przemo”. Chwilę później znakomitym refleksem popisał się z kolei golkiper Ruchu! Krzysztof Ostrowski dojrzał bowiem niepilnowanego w polu karnym Ruchu Franka Egharevbę, ale ten z kilku metrów nie potrafił przechytrzyć Paśnika.
Chorzowianie różnymi sposobami próbowali przedostać się pod pole karne przeciwnika. Największe zagrożenie notowano po zagraniach Pulkowskiego i Bonka, natomiast najwięcej zawodu na trybunach wzbudzały powolne i mało efektywne zwody Mikulenasa i Bizackiego. Obaj, ledwo po przekroczeniu połowy przeciwnika, często tracili piłkę, co stwarzało wrocławianom sytuacje do kontrataku. Tak było w samej końcówce pierwszej połowy, kiedy osamotniony Egharebva minął dwóch obrońców Ruchu i tylko rykoszet sprawił, że piłka zamiast w siatce znalazła się ostatecznie w narożniku boiska.
W drugiej połowie kontuzjowanego Grzegorza Bonka zastąpił na placu gry Mariusz Śrutwa. Przemysław Łudziński został natomiast cofnięty na prawą pomoc. I to właśnie ci dwaj zawodnicy stworzyli w 50 minucie spotkania doskonałą akcję do zdobycia bramki. Kapitan „niebieskich” zauważył wybiegającego na wolne pole Łudzińskiego. Ten przebiegł z piłką kilkanaście metrów i kiedy już był dostatecznie blisko bramki, oddał strzał. Futbolówka odbiła się od nogi jednego z obrońców Śląska, zmieniła tor lotu, ale Radosław Janukiewicz w ostatniej chwili opuszkami palców wybił piłkę na róg.
Ze sporą reakcją kibiców spotkała się sytuacja z 55 minuty meczu, kiedy na boisku leżał kontuzjowany Grzegorz Baran, a mimo to zawodnicy z Wrocławia kontynuowali grę. Chorzowianie szybko odzyskali futbolówkę i pośpiesznie wybili ją na aut. Grzegorz Baran mimo zalecenia lekarza by nie kontynuować gry, odbył szybką rozmowę z trenerem i ... powrócił na boisko.
W 63 minucie spotkania na soczysty strzał z lewej strony boiska zdecydował się Robert Rosiński. Piłkę zmierzającą w stronę bramki wybił Jarosław Paśnik, ale przy dobitce Franka Egharebvy, bramkarz Ruchu nie miał już nic do powiedzenia i tym samym Śląsk objął prowadzenie.
Mimo straty bramki, chorzowianie nadal dopuszczali wrocławian pod własną bramkę. Z takich prezentów „nie chcieli” jednak skorzystać ani Ulatowski, ani Rosiński (obydwa strzały obok bramki). Bliski doprowadzenia do remisu był Wojciech Grzyb, ale jego uderzenie z około 20 metrów zatrzymało się na poprzeczce.
Wynik spotkania ostatecznie ustalił w 86 minucie spotkania Adrian Budka, który przeciął podanie Roberta Rosińskiego z lewej strony boiska i wpakował piłkę do pustej bramki. W ostatnich sekundach meczu uderzeniena bramkę gości zdołał jeszcze oddać Mariusz Śrutwa, ale było ono zbyt słabe by mogło zaskoczyć wrocławskiego golkipera.
„Niebiescy” już trzeci raz z rzędu ponieśli gorycz porażki i coraz szybciej brną w kierunku trzecioligowej otchłani. W szatni potrzebny jest wstrząs, to nie ulega wątpliwości.
Ruch Chorzów - Śląsk Wrocław 0:2 (0:0)
Strzelcy:
Egharevba 63', Budka 86'
Żółte kartki:
Baran, Petasz - Naskręt, Egharevba, Rosiński
Składy:
Ruch: Paśnik - Myszor, Balul, Baran, Makuch - Grzyb, Bonk (46' Śrutwa), Pulkowski, Bizacki (66' Petasz) - Łudziński, Mikulenas (82' Ćwielong).
Śląsk: Janukiewicz - Celeban, Ignasiak, Sztylka, Naskręt - Ostrowski (76' Budka), Dudek, Szewczyk (80' Bugaj), Rudolf (46' Rosiński) - Ulatowski, Egharevba.
Sędzia Piotr Aleksandrowicz (Radom)
Widzów: 4.500 (w tym ok. 230 kibiców gości)