Trwa spór kibiców i działaczy Ruchu oraz Górnika, skłóconych podziałem i ceną biletów na derby. Mediacji gotowy jest się podjąć
Rudolf Bugdoł, prezes Śląskiego Związku Piłki Nożnej, o tym samym myśli także właściciel chorzowskiego klubu Mariusz Klimek.
Nie jest Pan zaniepokojony tym, co dzieje się wokół Wielkich Derbów Śląska?
Rudolf Bugdoł: - Na razie to ja mam swoje własne "Wielkie Derby". Właśnie wróciłem z Brukseli, gdzie brałem udział w promocji Stadionu Śląskiego w ramach przygotowań do Euro 2012. Za chwilę czeka mnie posiedzenia zarządu PZPN, a potem walne zgromadzenie związku.
Tymczasem na Śląsku dwa zasłużone kluby nie potrafią się dogadać w sprawie liczby i cen biletów na mecz.
- To bardzo przykre. W Brukseli były również delegacje Ruchu i Górnika. Prezesi obu klubów - Katarzyna Sobstyl i Michael Mueller - pracowali zgodnie dla promocji Stadionu Śląskiego. Ja wiem, że okoliczności były inne, ale uważam, że dialog zawsze jest możliwy. Chciałbym, żeby kibice i działacze wzięli przykład ze znakomitych piłkarzy Ruchu i Górnika. W stolicy Belgii ramię w ramię stały takie gwiazdy niebieskich, jak: Eugeniusz Faber, Zygmunt Maszczyk, Joachim Marx, a obok zabrzanie Erwin Wilczek, Zygfryd Sołtysik czy Stefan Florenski.
Dwa tysiące wejściówek dla fanów Górnika to wystarczająca liczba?
- To liczba, która określają przepisy Ekstraklasy SA. Myślę jednak, że jak na Wielkie Derby, jak na Stadion Śląski, to za mało.
Wygląda na to, że nie obejdzie bez mediacji. To chyba zadanie właśnie dla Pana?
- W przyszłym tygodniu wracam na Śląsk. Chętnie spotkam się z działaczami obu klubów. Nie chcę się jednak narzucać. To Ruch jest gospodarzem i organizatorem derbów. Jeżeli jednak chorzowski klub poprosi mnie o pomoc, to jestem do dyspozycji. Po zeszłorocznym meczu Ruchu z Górnikiem Wielkie Derby Śląska stały się marką, znakiem firmowym całej ligi. Żal byłoby to zaprzepaścić. Już dziś mogę zapewnić, że na meczu pojawi się prezes PZPN Grzegorz Lato.
Rozmawiał: Wojciech Todur (Gazeta Wyborcza Katowice)