Pożar na Cichej ma być lada dzień ugaszony. Jego źródłem jest ogólnoświatowy kryzys gospodarczy. - Część pieniędzy przelejemy piłkarzom dziś - zapowiada Mariusz Klimek, główny udziałowiec Ruchu.
Maciej Scherfchen przyznał wczoraj, że chorzowski klub ma zaległości wobec piłkarzy. - Mam nadzieję, że ktoś z decydentów zejdzie do nas do szatni, albo przedstawiciele drużyny pójdą do ich gabinetów. Nikomu nie jest potrzebny konflikt między "górą", a "dołem” - powiedział Scherfchen.
- Klub nie stracił płynności finansowej. Czekamy po prostu na należności, które nie wpłynęły na nasze konto od reklamodawców i sponsorów. Nie mogę tych firm wziąć i dusić za zwłokę, bo jestem jednym z nich i wiem jaka jest sytuacja ekonomiczna na świecie. Żyjemy na jednej planecie, która jest związana łańcuchem mechanizmów - tłumaczy Klimek, który wczoraj przyleciał do Polski. Zamierza się niebawem spotkać z piłkarzami.
- Dotąd zawsze ja przeprowadzałem z nimi tak poważne rozmowy. To co powiedziałem było święte. I tak nadal będzie, tyle, że muszą na mnie zaczekać, bo jutro znów muszę wylecieć z kraju. Niemniej w poniedziałek część pieniędzy znajdzie się już na kontach naszych pracowników, a reszta należności zostanie uregulowana przed startem rundy wiosennej - zapowiada osoba, która ma pełnię władzy w Ruchu. Jednocześnie Klimek nie ukrywa, że klub musi zaciskać pasa.
- Nie będzie transferów tej zimy. Kadra zespołu zostanie zasilona jedynie młodzieżą - mówi wprost i odnosi się nawet konkretnie do osoby cytowanego Macieja Scherfchena. - Jest on dobrym piłkarzem i chciałbym, aby grał w Ruchu, lecz nie wiem, czy nas na niego stać. To się niebawem okaże - oznajmia Klimek.
Więcej na SportSlaski.pl