Spore zaległości w wypłatach i premiach piłkarzy - tak wygląda od dawna skrywana sytuacja finansowa w chorzowskim klubie. Wiele wskazuje na to, że zawodnicy "Niebieskich" mogą nie rozpocząć w poniedziałek przygotowań do rundy wiosennej, ponieważ wzorem Polonii Bytom i ŁKS Łódź biorą pod uwagę strajk ostrzegawczy.
Planowany na 12. stycznia początek przygotowań do rundy wiosennej stanął pod znakiem zapytania. Powód? Duże zaległości finansowe wobec piłkarzy Ruchu. Chorzowski klub zalega już blisko drugi miesiąc z wypłatami. - Nie dostaliśmy wypłat za listopad i grudzień, a są nawet i tacy, którzy nie mają poborów za październik - opowiada nam jeden z piłkarzy Ruchu, który woli nie ujawniać swoich personaliów. - Klub mógłby to wykorzystać przeciwko nam... ale sądzę, że jeśli do poniedziałku nic nie zmieni się w sprawach zaległości, to większość z nas zdecyduje się mówić już oficjalnie - dodaje inny.
Według zawodników Ruchu chorzowski klub nie wypłacił też premii meczowych. Uregulowano jedynie 40 procent należności, a pozostałe 60 procent pozostaje wciąż po stronie zaległości. - Dostaliśmy premie za dwa, góra trzy mecze, a potem chyba się skończyły. Do dzisiaj nie wiemy, czy w ogóle je dostaniemy. A jeśli tak, to kiedy? - dodaje kolejny piłkarz Ruchu.
Według zawodników "Niebieskich" najgorsza w tej sytuacji jest arogancka postawa działaczy klubu. - Nikt nie przyszedł do nas i nie wyjaśnił nam tej sytuacji. Przecież jesteśmy ludźmi i zrozumielibyśmy, że klub ma kłopoty. Tyle że najpierw ktoś musi przyjść i porozmawiać... A tego kompletnie zabrakło - podkreślają zawodnicy. - Jestem bardzo rozczarowany postawą działaczy. Gram w piłkę przez tyle lat, a po raz pierwszy spotkała mnie taka sytuacja, że nie dostaliśmy pieniędzy na święta. Co jednak najgorsze, do tego nikt z działaczy nie przyszedł, aby nam powiedzieć na czym stoimy. A przecież jeśli coś obiecali i podpisali takie kontrakty, to powinni się z tego wywiązać - mówi jeden z najbardziej doświadczonych zawodników Ruchu.
Piłkarze z Chorzowa podkreślają też, że komunikacja w klubie pomiędzy zarządem a drużyną pozostawia wiele do życzenia. - Wcześniej, kiedy takie rozmowy były potrzebne, przeprowadzał je właściciel klubu pan Mariusz Klimek. I jeśli już coś obiecał, to zawsze wszystko się sprawdzało. Problem w tym, że ostatnio pan Klimek praktycznie przez cały czas jest za granicą. Teraz nie ma z kim porozmawiać na ten temat naszych zaległości. Widać, działacze wolą przemilczeć temat. A najgorsze jest to, że opinia publiczna jest przekonana, że w naszym klubie wszystko funkcjonuje wspaniałe. Jak widać, działacze potrafią wytworzyć znakomitą otoczkę. Tymczasem nasza sytuacja finansowa jest bardzo podobna do tej, w jakiej znajdują się piłkarze Polonii Bytom... - podkreślają zawodnicy "Niebieskich".
Nie ukrywają też, że w poniedziałek, podczas pierwszego tegorocznego treningu, mają zamiar zasygnalizować swoją sytuację. Czy wzorem innych klubów ekstraklasy dojdzie do strajku, podczas którego zawodnicy odmówią wyjścia na boisko? Według zawodników to ostateczność, ale niczego nie można wykluczyć. - Liczę, że ktoś przyjdzie do nas w poniedziałek i wytłumaczy nam tę sytuację, bo inaczej to nie ma sensu... - twierdzi rozmówca. - Planujemy wyjście na boisko, bo po to przecież przyjeżdżamy na trening. A czy faktycznie na niego wyjdziemy? Chcemy porozmawiać z działaczami, chcemy usłyszeć od nich konkrety. Jeśli nikt z nami nie porozmawia, to może być różnie, ale o tym zdecyduje już cała drużyna - dodają pozostali piłkarze.
Wczoraj nie udało się uzyskać stanowiska klubu w tej sprawie. - To sprawy wewnętrzne naszej firmy. Zarząd nie będzie zajmował żadnego stanowiska w sprawach związanych z wynagrodzeniami i rozliczeniami z naszymi pracownikami. To wszystko, co mamy w tej sprawie do powiedzenia - poinformowała Marzena Mrozik, dyrektor do spraw marketingowych Ruchu.
źródło: Sport